30 sierpnia 2009
Phillip Margolin – Śpiąca królewna
Śpiąca królewna zawsze kojarzyła mi się z bajkami. Teraz, po przeczytaniu thillera od Margolina, ten tytuł będzie mi się kojarzył z dewiacjami seksualnymi, gwałtami na bezbronnych osobach, morderstwami, czy innymi bezeceństwami, generalnie rzezią, jaką psychopatyczny morderca przeprowadza na bohaterach książki.
Ten tytuł wpadł mi ręce zupełnie przypadkiem. Dostałem go od Martyny z jej biblioteczki, bo potrzebowałem czegoś do pociągu. Nie spodziewałem się zupełnie tego, że dziś będę czynił starania żeby zdobyć kolejną książkę tego autora – żeby zobaczyć, czy rzeczywiście jest mistrzem w tym, co robi, czy to tylko przebłysk, na który niechcący udało mi się trafić.
Gdy ktoś powie ci „slasher” pomyślisz sobie o kolejnym głupawym amerykańskim filmiku, w którym 90% budżetu przeznaczono na sztuczną krew. Mi w głowie wtedy pojawiają się sceny z tej książki, naprawdę. Bo książki nad filmami mają tą przewagę, że to my sami sobie tworzymy wizualizacje. To my kreujemy bohatera, to my wiemy jak wygląda morderstwo przez poderżnięcie gardła. W tych popularnych kiedyś i ostatnio filmach (tu: slasherach) jesteśmy pozbawieni tego. I właśnie z tej przyczyny – niesmaku po tym, co pokazywane jest na ekranie – odpuszczam sobie zazwyczaj pójście do kina, czy ściągnięcie na dysk tegoż dzieła.
Mamy tu do czynienia z niesamowicie plastycznymi scenami, które wywierają duże wrażenie na czytelniku. Nieczęsto zdarza się autorowi napisać tak rolę dla bohatera, że po kilku rozdziałach zaczynamy żyć jego emocjami, myślimy w podobny sposób, co on, boimy się w odpowiednich momentach. Nieczęsto, to na pewno – i dlatego właśnie książka ta była dla mnie czymś więcej niż tylko kolejnym thillerem w kolejce. Być może nie należy do grupy najlepszych z najlepszych, ale w swojej klasie nie ma sobie równej.
Gdy kupowałem tę książkę zastanawiałem się, czy będę w stanie wybaczyć sobie wydatek tylu pieniędzy na niezbyt wysokich lotów lekturę (nie ma co się oszukiwać – kolejny thiller na dość mocno wypełnionym rynku). Wtedy akurat zbierałem na książkę techniczną, której zakup dyktowały moje ambicje. Wprawdzie do dziś jej nie mam, ale poluję na allegro na dobrą okazję, niedługo licytacja.