Euro-srerło… Naaat!
16 Cze, 2008
Bądźmy szczerzy – Euro2008 wcale nie musi nudzić zwłaszcza, gdy wraz z Tobą kibicują kibicki a nie li tylko spoceni fani futbolu z piwem w ręku, fajką w ustach.
No chyba, że ktoś rzeczywiście lubi marudzić… ;-)
jiobel@generatedcontent.com
Bądźmy szczerzy – Euro2008 wcale nie musi nudzić zwłaszcza, gdy wraz z Tobą kibicują kibicki a nie li tylko spoceni fani futbolu z piwem w ręku, fajką w ustach.
No chyba, że ktoś rzeczywiście lubi marudzić… ;-)
Z rozpoznaniem mnie i maoam na najbliższym zlocie ludzi z joggera prawdopodobnie nie będzie większych problemów.

Przy okazji, skoro już Robert poruszył temat zawirowań wokół joggera – bardzo nie podoba mi się pomysł z reklamami (które nota bene pojawiły się i u mnie), których treść, wygląd i sam fakt istnienia nie zależy ode mnie, jako właściciela tego bloga. Stąd moje wątpliwości, których efekty niedługo będą znane…
Ostatni wpis napisałem zdecydowany miesiąc temu. Naprawdę – przez ten cały okres Internetowego milczenia starałem się zmobilizować i umieścić notkę, gdzie byłoby zawartych chociaż kilka informacji: co u mnie słychać, co robię, nad czym pracuję i przede wszystkim – dlaczego milczę. Zamiary zamiarami (jak to się mówi – „chęciami dobrymi wybrukowane piekło jest”), ale zawsze pod koniec pojawiał się głosik, który mówił do ucha, że to-czy-tamto raczej nie jest udaną produkcją; zrezygnuj z pisania; beznadziejne, ośmieszasz się.
Chyba w życiu każdego człowieka przychodzi moment, w którym nie wierzy za bardzo w to, co robi. Mimo wszystko – pasji, radości płynącej z podziwiania efektu końcowego, czy też radości tworzenia. Tak jest również z bloggerami, do grupy których z całą odpowiedzialnością i konsekwencjami z tego faktu płynącymi, mogę się zaliczyć. W końcu prawie 40 miesięcy na jednej platformie blogowej plus kilka gdzie indziej, o których chciałbym zapomnieć do czegoś uprawnia… Tym bardziej do tego typu podsumowań.
Zakładając Joggera nie wiedziałem, że jest to serwis, gdzie główną rolę odgrywa społeczność. Myślałem, bo takie wspomnienia wyniosłem z innych systemów blogowych (ziomek.us i tak dalej ;-)) że po prostu będzie sobie wisiał bloczek na którego wchodzić będą zupełnie przypadkowe osoby.
Po tych kilku latach blogowania na tej samej platformie muszę stwierdzić, że jest to jeden z fajniejszych (czy już kiedyś pisałem, że trzeba się oduczyć tego słowa? ;-)) serwisów społecznościowych. Trochę się zmieniło od jego początku, ale nie mi oceniać, czy jest lepiej, czy gorzej. Moi znajomi są dalej moimi znajomymi. Oby tak dalej.
Zaczynając pisać ten artykuł myślałem, że wszystko będzie inaczej. Że początek mojego myślenia będzie zawarty na początku, a koniec na końcu. Zgodnie z przyjętymi normami i zaleceniami. Konkretnie? Nie mam pojęcia. Coś mi mówiło, że tak należy zrobić. Więc czemu jest inaczej? Przede wszystkim dlatego, że jest łatwiej zacząć od końca. Zacząć od tego, czym wszystko się kończy.
Jeszcze nie tak dawno (a może to superwielka odległość czasu, jak na Internet?) pisałem o tym, że znajduję się w e-dołku. Takim wirtualnym zagłębieniu, z którego trudno się wygramolić, cokolwiek zrobić. Zrobić coś, co zmieni wszystko, obróci o 180̊bieg wydarzeń. Sprawi, że wszystko to, co do tej pory wydawało się być bardzo mało ważne będzie bardziej zwracało na siebie uwagę. Że będzie czymś.


Wyjaśnień chyba nie potrzeba? Lepiej zauważyć wcześniej, że nie ma się niczego ciekawego do zaprezentowania światu, niż trwać w stanie, który tylko sprawia, że trudniej się wygrzebać. Z e-doła.
Pięć informacji o mnie (albo pięć punktów, które w jakiś tam sposób mogą choć trochę mnie opisać). Rzeczy, których i tak pewnie mógłbyś / mogłabyś dowiedzieć się z największego indeksora Internetu. Ja wywołany przez Piotra muszę sprostać wymaganiom i napisać opis siebie. Krótko, zwięźle i… oryginalnie.
Każdy zdaje sobie sprawę, że początki są zawsze trudne. Wielkie plany w konfrontacji z rzeczywistością maleją z godziny na godzinę (jeśli nie szybciej). Wreszcie otrzymujemy pomysł na produkt zwykły, szary i tendencyjny. Wtedy jest właśnie chwila, w której trzeba się zastanowić nad tym:
Oczywiście – sytuacja idealna to taka, w której nasze plany zostaną spełnione w 100% przy bardzo małym nakładzie środków i z osobami, które tylko i wyłącznie nam w dążeniu do owego pomagają. Zdaję sobie sprawę, że tak to tylko w erze, ale… Zawsze można spróbować, prawda?
Aby coś w ogóle zacząć robić trzeba mieć z kim. Samemu można co najwyżej… – nie, samemu niczego nie da się osiągnąć. Albo będzie bardzo ciężko. Ważny jest zespół, drużyna. Dzięki współdziałaniu niektóre rzeczy stają się bardzo proste, a przynajmniej nie zabierają tak dużo czasu. Tak więc my zyskujemy czas, projekt na atrakcyjności, a co za tym idzie – wszyscy są zadowoleni, z klientem w roli głównej.
Jako, że nie byłem osamotniony w takim myśleniu, możliwe było założenie grupy kreatywnej (jak to ładnie brzmi). Plany mamy. Chęci mamy. Umiejętności? – wraz z upływem czasu owe nabywać będziemy (co nie znaczy, że już teraz, na wejściu żadnych nie posiadamy). Jesteśmy dobrej myśli, a przecież to najważniejsze.
A ja nareszcie mam chęci. Po długiej przerwie, wielu problemach z samym sobą zaczynam coś robić. Bezczynność, mimo swej nielogiczności w tym, jest bardzo męcząca. Mam przyjemność przedstawić początek 8ideas.org.