Jiobla Świat

jid: jiobel@jiobel.com

Scarky.com

Działający Scarky umieszczony został pod adresem Scarky.com, gdzie można rozwiązywać i budować własne zagadki oraz przeglądać rankingi użytkowników. Niedawno o serwisie kilka słów napisał (Scarky, czyli rozrywka dla intelektualistów) joggerowy kolega, Zal.

Projekt strony głównej dla Scarky.com

Inspiracje czerwcowe #2 — Scrabble

Inspiracje czerwcowe #1

Narożne ramki – niby nic takiego, pomysł stworzony na bazie produktu, który spełnia swoje założenia, który dopiero w ostatnich latach zaczął się rozwijać w innym kierunku – ramek cyfrowych, które według mnie są tandetne, trochę. Jako, że jestem maniakiem urządzania wnętrz, jeszcze tylko tych wirtualnych, każdy pomysł, który wydaje mi się interesującym od razu przeistaczam w plany. I tak, dzięki narożnym ramkom zacząłem myśleć do czego by pasowały, na jakich ścianach, w których pokojach. Wszystko w moim wyimagowanym wnętrzu, które powstaje sukcesywnie od pewnego czasu. ;-) A i zapomniałbym – polecam obejrzeć wszystkie twory Photojojo.

narożne ramki

To, że niektórzy ludzie od reklamy są bogami, jest oczywiste i sam siebie nie muszę przekonywać (nie wiem, jak sądzą inni). Akcje społeczne rządzą się trochę innymi prawami, więc te dobrze zrobione, trafiające w cel – zasługują tym bardziej na pochwałę.

law & order

crash

O porządek na biurku w ciężkich czasach trudno (czytaj: sesja). Porządkiem za biurkiem jednak nikt się nie przejmuje. Ja próbowałem poukładać kable w jakąś sensowną całość – niestety, z mizernym skutkiem. Efekty tego odczuwam zawsze przy przeprowadzce. Pomysł na rozwiązanie problemu? – kategoryzacja (swoją drogą, dobra na wszystko ;-))

cable straps

I na koniec – coś smacznego dla webdesignerów – ikonki. :-)

origami icons

iconza.com screenshot

Plakaty od Love-Condom

Zdarzyło mi się kiedyś zachwycać wibratorami. Jako nastolatek przyzwyczajany bowiem byłem do wyglądu, rozmiaru i użytkowania tychże przez panie-aktorki z filmów tylko dla dorosłych. Do pewnego momentu myślałem, że nikt nie produkuje i nie użytkuje niczego innego poza 30-centymetrowymi, czarnymi, odlanymi z sylikonu członkami. ;-)

Z prezerwatywami, a konkretniej ich reklamami nigdy nie było źle. Spece od reklamy popisywali się swoją elokwencją wymyślając kolejne totalnie popieprzone głupoty, odbiorcy entuzjastycznie przyjmowali produkty agencji reklamowych, które podjęły się produkcji owych, kompanie farmaceutyczne cieszyły się wzrostem popularności danej (swojej) marki na, jakże zapchanym, rynku. Taka sytuacja, według mnie, znowuż nie jest idealną. Bo jak przeciętny człowiek, który lubi łowić perełki designerskie ma wyłapać właśnie te z takiego gąszczu? Ale jak to mawiają, każda karta ma dwie strony…

Show us your…

Przychodzi taki moment, wieczorem – w życiu każdego zapracowanego człowieka, że żołądek daje o sobie znać w sposób nieakceptowalny. Większość ze znanych mi osób pierwsze co robi, to próbuje go czymś, zazwyczaj czymkolwiek, wypełnić by poczuć sytość i przestać zawracać sobie nim głowę. Rozwiązanie jak najbardziej dobre, bo efektywne, lecz można się zastanowić, czy rzeczywiście najlepsze. Po przeprowadzeniu procesu zliczania plusów w konfrontacji do minusów stwierdzam, że niekoniecznie.

I tak pewnego razu, zastanawiając się nad jutrzejszym obiadem wspierając się różnego rodzaju stronami z przepisami, doszedłem do wniosku, że naprawdę miłym dodatkiem do takiego, jeszcze czysto wirtualnego dania, byłoby jego przedstawienie w zmaterializowanej formie. Żeby mózg mógł trochę pomęczyć nasze ciało i samego siebie wytwarzając ślinę i powodując jeszcze gwałtowniejsze reakcje naszej dolnej części korpusu (nie, trochę wyżej ;-) no dobra… – chodzi o burczenie w brzuchu ;-p).

Rozwiązanie powyższego problemu? Galeria, bo przecież galeria dobra jest na wszystko! W tym konkretnym przypadku chodzi o fotoffi.pl, gdzie każdy ma możliwość wrzucenia zdjęć żarełka, dodania przepisu i komentowania tego, co udało się innym uchwycić. Co mi się podoba? Prostota, czystość i przejrzystość zasad, jak i całego frontendu (który, trzeba przyznać, czerpie pełnymi garściami z podobnych przedsięwzięć) pozytywnie wpływa na odbiór i pozwala się skupić na tym, co najważniejsze – produkowaniu ochoty na jedzenie. ;-)

fotoffi.pl - zrzut ekranu

Przy okazji opisywania galerii, którą bardzo często zdarza mi się odwiedzać, nie sposób nie wspomnieć o innych, może już niekoniecznie związanych z kulinariami.

Na początku wspomniałem, że siedząc przed monitorem, pochłaniając kolejne strony manuala, projektując najlepszy (w naszym mniemaniu) interfejs, czy po prostu tracąc czas na blipa, joggera, czy inne wykopy przychodzi czas, że coś musimy zjeść… Zaraz, zaraz – o tym już pisałem. A o czym to ja tu? A! – biurka, komputery i monitory. Mianowicie, dlaczego nie mielibyśmy pokazać naszego stanowiska dowodzenia, punktu z którego pewnego pięknego dnia opanujemy Świat? Odpowiedzi negatywnych na te pytania nie znaleźli autorzy galerii wherewedowhatwedo.com i stworzyli prężnie rozwijające się miejsce dla wszelkiej maści lanserów, masochistów, czy innych, prostych ludzi, którzy tylko chcieli się pochwalić swoim biurkiem.

wherewhatwedo.com - zrzut ekranu

A czemu nie pokazać tego, co mamy na monitorze? Mimo, że Stanisław Małolepszy i Szymon Błaszczyk kierowali się trochę innymi przesłankami niż autorzy poprzedniej galerii, stworzyli kolejne miejsce, które posiadłem w zakładkach – show us your desktop na flickrze.

show us your desktop - zrzut ekranu galerii na flickr.com

I tak, zdaję sobie sprawę, że od dawien-dawna nie jest aktualizowana, że można znaleźć lepsze, obszerniejsze, czy bardziej inspirujące, chociażby i również na flickrze.

Galerie stron? Żaden problem! Witia wykonał kawał dobrej roboty sporządzając listę tych najpopularniejszych, najlepiej zarządzanych. Nic tylko podziękować i korzystać.

Czy coś jeszcze można pokazać? Owszem, i takie i owakie galerie szwendają się gdzieś w czeluściach mojej biblioteki zakładek. Ale chyba nie czas i nie miejsce na ich pokazanie. Zostawię sobie tę przyjemność na następną notkę. Może… :-D

15 minut

Idąc spokojnie ulicą, spoglądając w barwnie zastawione witryny sklepowe, sklepy pełne rzeczy, które bardzo byśmy chcieli mieć ale nie zawsze dalibyśmy radę sobie kupić przez wiele czynników składających się na naszą systematycznie rosnącą irytację Światem – jesteśmy zaczepiani. Problem w tym, że zaczepienie to, powoduje u nas gwałtowną produkcję hormonu zwanego „wkurwem” i reakcję, która najzwyklej w świecie – do najprzyjemniejszych dla odbiorcy reakcji nie należy.

Ok, ale gdzie problem? – Mógłbyś zapytać.

Problem w tym, że te wszystkie kolorowe witryny sklepowe są właśnie taką miłą odskocznią od otaczającego brudu, smrodu i ludzi. Ludzi przede wszystkim. Jest ich za dużo. I za dużo jest tych złych ludzi, przede wszystkim. Ze złem w oczach, zaciętą miną i przygotowanymi pięściami do bicia. I sercem, które pompuje krew z za dużą zawartością adrenaliny.

To właśnie te witryny sklepowe, mimo że uświadamiają nam, że jest tak dużo rzeczy, które chcielibyśmy ale mieć nie będziemy – są dobre. A na pewno, by trzymać się choć odrobinę prawdy – lepsze. Niż wszystko dookoła. Niż szare mury z wulgarnymi wrzutami, zasyfiony kebabami chodnik z kostki polbrukowej (która aż domaga się wymycia przynajmniej, a wymiany  – tak naprawdę), psie gówna których omijanie staje się symbolem rozwiniętego miasta. Lepsze niż hałasujące samochody i ich znerwicowani właściciele.

Wallpaper - zajebistos.projekt.15minut

Chociaż w sumie – pieprzę od rzeczy.

„g” od Googla jest brzydkie

Nowe favicony Googla

Dobrze wiem, że nie tylko mnie drażni nowa Googlowa favikonka, stąd też moje zadowolenie z faktu, że dobrzy ludzie zajęli się tym i stworzyli kilka propozycji, które nie straszą, a raczej dobrze smakują. Nie mniej – trochę szkoda, że taka wielka korporacja, której nie da się nie lubić robi takiego psikusa swoim użytkownikom. Bo ktoś chyba zapomniał o tym, że piekielnie ważne są szczegóły. Jak nie najważniejsze… ;-)

A przy okazji – dobrze wiedzieć, jak zrobić dobrą i użyteczną ikonkę.

Z okazji joggerowego święta

Z rozpoznaniem mnie i maoam na najbliższym zlocie ludzi z joggera prawdopodobnie nie będzie większych problemów.

A co to?

Przy okazji, skoro już Robert poruszył temat zawirowań wokół joggera – bardzo nie podoba mi się pomysł z reklamami (które nota bene pojawiły się i u mnie), których treść, wygląd i sam fakt istnienia nie zależy ode mnie, jako właściciela tego bloga. Stąd moje wątpliwości, których efekty niedługo będą znane…

W imię ojca, w imię ducha, w imię partii…

Wiara - obrazek

W spotkaniu brali udział m.in. europosłowie, którzy mandaty zdobyli z list LPR: Urszula Krupa, Bogdan Pęk, Dariusz Grabowski, Witold Tomczak, posłanka Anna Sobecka (do Sejmu dostała się z list PiS), byli posłowie Halina Nowina-Konopczyna, Jan Łopuszański, Zygmunt Wrzodak. Zaproszenia nie dostali natomiast panowie Maciej i Roman Giertych, czy Marek Jurek. W imieniu ojca Rydzyka do Łodzi przyjechał jego zaufany współpracownik ojciec Waldemar.

Desktop of revenge – wallpaper

Ponieważ za oknem szaro i ciemno. Zimno też coraz bardziej. Ponieważ spać się chce jak cholera. Bo głowa boli. Dlatego, że na Vivie leci to co zawsze i nie jest to zdecydowanie fajne. Również, bo nic dawno nie robiłem w tym całym kolosie, gdzie dużo pędzli i efektów jest, i jest uber-cool. Dlatego właśnie tak, a nie inaczej.

desktop of revenge - wallpaper

A w archiwum zip macie kilka rozdzielczości:

  • 1600x1200
  • 1680x1050
  • 1280x1024
  • 1280x800
  • 1024x768

Mimo starań pewnie wyląduje tylko u mnie na desktopie…