inFORMACJE
Bardzo dziwne to-to jest. Polska Telewizja Publiczna, wydawałoby się, że każdy wie, o co chodzi. Ja jednak mam problem.
Telewizja.
Jak to telewizja – jedni lubią, drudzy nie. Część ogląda sporadycznie, inni znowuż nałogowo. Jakaś część społeczeństwa jest w stanie płacić, inni pukają się w głowę, że na takie rzeczy marnuje się pieniądze. Więc – telewizja dla niektórych istnieje i jest częścią ich życia, albo jej nie ma, nie istnieje i istnieć mogłaby przestać.
Polska.
Tutaj zatrzymajmy się chwilę dłużej. Oglądając obrady sejmowych komisji śledczych, przy przekazach na żywo, zauważyłem, że Polski jest sporo. Tej agresywnej, szarej i hałaśliwej. Tak samo dzieje się w wiadomościach wszelakich, nadawanych teraz całą dobę. Ale, nie ma się co dziwić - wszakże polityka jest tematem doskonałym – można ją transmitować na żywo, robić powtórki, komentować, badać, rozwodzić się nad przeszłością jej ojców, jej przyszłością i wszystkiego tego, co od polityków zależy. A zależy, i to sporo. Można robić to, czy tamto i co dokładnie nie ma znaczenia. Wiadomo, że temat chodliwy i się sprzeda.
I, jak się tak temu wszystkiego trochę bardziej przysłucha, to można zauważyć, że pierwsze wrażenie jest złe, mylne. Polski jest tam zdecydowanie mało. I przez to, jakie tematy są wybierane, ale również przez to, kto te tematy przedstawia. Stremowany gość ma prawo do pomyłki. Tak samo, jak dziennikarz. Ale, jak co i rusz słyszę dyrdymały padające z ust naszych dzielnych redaktorów to czuję się mało komfortowo. Myślałem sobie, dawno temu, że skoro ukończyli studia i dostali się przed kamery, to minimum z logiki, języka polskiego jest znacznie większe i obszerniejsze od tego, w którego posiadanie wszedłem ja.
Problem w tym, że tak nie jest.
Publiczna?
Bo dla ludzi. W założeniach, celach, statutach, raportach… Ale, czy rzeczywiście?