Zbyt wiele oczekuję?
Na początek – naprawdę staram się być wyrozumiały. Staram się nie denerwować z byle powodu. Staram się być miłym – „dzień dobry” na początek, „proszę” i „dziękuję” za wszystko, co było w standardzie, albo tym bardziej – jeśli tego nie było, o co proszę i dostaję. „Do widzenia”, bo taką mam nadzieję po udanej transakcji, miłej obsłudze, czy wielu innych powodach, dzięki którym lubię danego usługodawcę.'
Naprawdę się staram i w większości przypadków mi to wychodzi, poniekąd wbrew mojej naturze.
Ale, gdy jestem traktowany jak idiota przez sklep, jak niepotrzebny element układanki przez personel nerwy mi puszczają i, albo klnę po kątach, albo staram się coś z tym zrobić. Z tym, co mnie tak wzburzyło.
Electro-World – można sądzić, po tym, co sam o sobie pisze, poważny sklep. A poważne sieci sklepów muszą się liczyć z klientem. Z coraz to większym wpływem wizerunku, jaki sobie same tworzą, na sprzedaż, czyli tak naprawdę kasę. Sklep, który swego czasu oblepił całą Łódź informując wszem i wobec, że nastała nowa era na rynku sklepów z elektroniką i wyposażeniem dla domu. Nowa, czyli lepsza, z wysokimi standardami. Oddział w Łodzi mieści się w Manufakturze. W zeszły tygodniu trafiliśmy na miłą panią, z którą chwilę pogawędziliśmy i dowiedzieliśmy się, że owszem – nie ma problemu z odpaleniem sprzętu, ale chwilę trzeba poczekać. Nie mieliśmy chyba czasu, trochę jeszcze nie byliśmy przekonani, trochę ja sam chciałem jeszcze poczytać opinii, o które w dobie serwisów wszystko-oceniających nie trudno. W dniu dzisiejszym odwiedziliśmy go, ja wraz z maoam, w nadziei, że wszystko odbędzie się w ten sam sposób – „przepraszam, czy można uruchomić ten-i-ten aparat, proszę”. Jedyne czego oczekiwaliśmy to to, żeby pan / pani z personelu obsługującego klienta będzie na tyle wolny / a i na tyle kompetentny / a, że nie będzie to większym problemem, tak jak miało to miejsce kilka dni wcześniej.
Jakież było moje zdziwienie, gdy się dowiedziałem, że owszem – można uruchomić aparat, ale go nie można uruchomić. Tak, dokładnie w ten sposób zostało to nam przedstawione. Gdy pan zorientował się, jakie mamy miny dodał, że oni nie posiadają w ogóle baterii do niego. Gdy powiedziałem, że chyba tam wchodzą 4 paluszki, zwykłe takie, to stwierdził, że mają same akumulatorki. I, że sprzęt dobry, bo ma 12-krotny zoom. I, że tani.
No, kurna mać. To, to sam mogę stwierdzić, czego można się było domyślić. Klient przychodzi – zdecydowany – z pamięci recytuje nazwę aparatu, jego model i oznaczenie i orientuje się w tym, co go zasila. No ale ok, bez wkurzania się, trochę zawiedzeni odchodzimy i idziemy przez cały sklep, bo tak jest skonstruowany, że trzeba przejść przez wszystkie działy, żeby dojść do bramek wyjściowych. Na dwóch, być może trzech półkach dalej, jak byk widać całą paletę akumulatorków-paluszków. Przy wyjściu zauważam jeszcze całą ścianę z bateriami.
Cofnąłem się, by spytać się, czy rzeczony pan jest pewien tego, że nie posiadają w baterii do tego aparatu. W odpowiedzi dostałem przekonujące „owszem” i byłbym w stanie w to uwierzyć, gdyby nie to, że wiedziałem, co już wiedziałem. Więc powiedziałem, że w całym sklepie naliczyłem dwa miejsca, gdzie są baterie… W tym momencie dowiedziałem się, że owszem – ale to nie na użytek wewnętrzny.
Tutaj rodzi się pytań kilka – czy stać tak poważną sieć sklepów na takie traktowanie klienta? Czy bardziej sklepowi opłaca się posiadać na stanie kilkaset baterii, których klienci nie wykupują w jakiś masowy sposób, żeby zbić na tym kokosy? Czy nie bardziej opłacałoby się sklepowi sprzedać aparat i zarobić na tym kilkaset razy więcej niźli na pojedynczym pakiecie baterii? Czy taka rzeczywiście jest polityka sklepu, czy po prostu trafiłem na patentowanego lenia z talentem do kłamania? I dlaczego traktuje klientów jak debili wystawiając w Internecie ten sam sprzęt kilkaset złotych taniej niż w sklepie?
W przyszłym tygodniu idę jeszcze raz, biorę swoje baterie i proszę o włączenie sprzętu. Domyślam się od sprzedawcy zapewne, że procedury nie pozwalają mu włożyć moich w pełni sprawnych akumulatorków do aparatu i z włączenia będą nici, bo oni nie mają na stanie…
Komentarze
I tak cud, że miałeś z kim pogadać - zazwyczaj pracownicy takich sklepów na widok klienta uciekają i chowają się na zapleczu :P
:O Mi, przed zakupem mojego aparatu u internetowego dealera (TiP, sporo zł zaoszczędziłem) gość w Saturnie zaproponował, że naładuje mi baterie do Canona, którego chciałem obmacać, bo te sklepowe akumulatory są aktualnie rozładowane.
Kazał wrócić za 1,5h, bo tyle mniej więcej miały się ładować. I powiedział do której pracuje, żeby mi ktoś nie odmówił później…
Spodziewam się że faktycznie te baterie były tylko na sprzedaż i nie można było ich ruszyć aby zaprezentować klientowi możliwości aparatu. Tzn. można, ale pracownik tym samym narażał się na opiernicz od szefostwa i w najlepszym wypadku obcięcie ceny baterii od pensji (a w gorszym obcięcie jej o jeszcze jakąś karę dyscyplinarną).
Ja nie chce nikogo usprawiedliwiać, ale winisz złą osobę — zamiast szeregowego pracownika irytować się powinieneś na zarząd wymyślający idiotyczne procedury których podwładni bezwzględnie muszą przestrzegać.
Minio, przecież wyraźnie napisałem, że staram się nie zrzucać całej winy na jednostkę, która – bądź, co bądź – zbyt dużej władzy ustawodawczej w takim sklepie nie ma. I jeśli rzeczywiście to sklep ma takie procedury i politykę w kontaktach z klientem, to ja gratuluję. Ale jeśli okaże się, że to tym razem leń-sprzedawca nie miał ochoty iść po sprzęt, albo niekumaty-sprzedawca nie orientował się w możliwościach, to… Też gratuluję. I w tym, i w tym przypadku straty ponosi sklep. I jeszcze raz – nie winię konkretnej osoby dopóty, dopóki nie mam pewności, kto zawinił i dlaczego.
lzieba, właśnie starałem się unikać, takiego krzywdzącego dla niektórych, generalizowania. Nie mam dużego doświadczenia w kontaktach z personelem takich sklepów, bo większość zakupów dokonuję przez Internet, stąd też nie wiem, czy rzeczywiście ich przygotowanie do zawodu jest marne, czy nie.
A ty szniku może miałeś szczęście. A może rzeczywiście Saturn w tym kierunku rozwinął się w dobrą stronę… Nic innego, jak pozazdrościć – gdyby tak wyglądał nasz kontakt ze sprzedawcą wczoraj, już w przyszłym tygodniu konto Electro-World wzbogaciłoby się o kilka setek. Ba, nawet te nieszczęsne akumulatorki byśmy kupili na miejscu…
Jiobel: jak tak to ok, najwyraźniej nie doczytałem lub nie przeczytałem wystarczająco uważnie. W końcu była pierwsza w nocy ;) .