Na 12m², razem

Przyjechała. Wymęczyła mnie jej torba niemiłosiernie. Mógłbym podciągnąć w sumie ten wpis pod te z serii „z placu boju ze sobą samym” (część pierwsza, część druga), bo mam nowe postanowienie – następnym razem, gdy będę taszczył jej bagaż, ani razu nie zamarudzę. I nie złapie mnie skurcz w pośladek. I w ogóle będę silny mężczyzna, podpora dla niej. Bo tak trzeba.

Ale nie to najważniejsze. Przyjechała! Już jest ze mną. Już marudzi w ten swój irytujący, ale jakże słodki sposób. Już wcina słodycze i zostawia papierki gdzie popadnie. Już planuje sprzątanie, przemeblowanie i ogólnomieszkaniowe porządki. Już zdążyła pomylić daty z zaproszenia, ale o godzinie pamiętała.

Już jest ze mną.