Kup mi książkę, a powiem Ci kim jesteś
Odwiedziny Emipku od zawsze były dla mnie traumą. Tyle książek, multimediów różnej maści, gadżetów ze smakiem, wszystkich tych rzeczy, które by się mocno chciało, czy to do nauki, czy do relaksu -- a w portfelu widać tylko dno. Nigdy nie poświęcałem zbyt dużo pieniędzy na zakupy książek. Czasu i chęci też. Zazwyczaj radziłem sobie z e-bookami, manualami, czy tematami na eksperckim forum, jeśli chodzi o techniczne sprawy, lub tanią książką, bądź biblioteką, jeśli mowa o tych bardziej relaksacyjnych tematycznie książkach.
W ogóle książki to największy skarb człowieka. Nie sam papier, litery, tusz czy kunsztowne okładki. Treść, myśli autora, emocje, wiedza. Kapitan Obvious każe mi wypowiedzieć na głos myśl, zgodnie z tradycją na tym blogu zresztą -- bez książek nie byłoby człowieka. Dzisiejszego człowieka.
I znowuż, temat kupowania książek, tak troszkę w szerszym ujęciu, zostawię sobie na inną okazję. Tymczasem postanawiam kontynuowanie wątku "myśli krótkich".
Komentarze
co kupiłeś? albo co Cię kusiło?;)
Kupiłem "Zachowaj spokój" Cobena. W twardej oprawie, dlatego taka droga. ;-)
A co mnie kusiło? Duża część z wystawionych na półkach z emblematem "Helion". Tylko cholerka, czemu one takie drogie... ;-)
ja w wakacje kupiłam tylko "Homobiografie", ale za to mam na własnych półkach tyle zaległości, że...;)
Ja mam wielkie zaległości w propozycjach od Martyny. Muszę się w końcu zmobilizować i chociaż przejrzeć to, co mi do tej pory podsunęła. I zdobyć jakieś używane książki z helionu (bo mi potrzebne) -- myślę, że bardziej by mi się takie kupno opłaciło.
I Kasia... W wakacje kupiłem dwie książki. I to był pierwszy zakup nietechnicznej literatury od... Kilku ładnych lat. Powód do dumy i samozadowolenia, jak nic. :-)
gratulacje! partia jest z Ciebie dumna;)
No i się ze mnie naśmiewasz. A ja naprawdę jestem dumny. :>
się nie naśmiewam... doceniam:) możesz pośmiać się ze mnie, bo w te wakacje nie przeczytałam jeszcze ani jednej ksiązki - to nie jest normalne;)
Biorąc pod uwagę swoje doświadczenia w tej materii, bym się sprzeczał z tym, że "to nie jest normalne". ;-)
Ale biorąc pod uwagę to, czym się zajmujesz, to tak -- to nie jest normalne, zdecydowanie. Z drugiej strony... wakaaaacje. I wszystko jasne. ;-)
i zmęczenie materiału poszkolne... dopiero powoli odpuszcza;)
To ja się muszę pochwalić, że uporawszy się z magisterką rozpaczliwie próbuję nadrabiać zaległości książkowe :) Do tej pory poszły "Miłość w czasach zarazy", potem dwa przyjemne kryminały (Krajewskiego i drugi z serii polecanej przez Politykę) i na koniec w jeden dzień pochłonęłam "Przegryźć dżdżownicę" Grocholi (ciekawa pozycja, zdaje się, że jedna z jej pierwszych). Teraz czekam aż Empik ściągnie mi do Krakowa "Moja kuchnia pachnąca bazylią" Tessy Capponi-Borawskiej... czyli pozycja kulinarno-włosko-znawcza :D
Kasiaro: Zainteresowały mnie te kryminały -- przybliżysz troszkę? A książki z kategorii kulinaria też czytałem w te wakacje. Jedna dotyczyła potraw z jednego garnka (potrawy z całego świata, więc nie było nudno) a druga taka typowa -- jak, co i z czym.
Jasne, oto tytuły: "Koniec świata w Breslau" Marka Krajewskiego oraz "Zabójca mimo woli" Aleksandry Marinina.
Dzięki! Zaraz sobie poszukam na biblionetce jakiś opinii i zastanowię się nad wydaniem kasy przeznaczonej na książki o .NET-cie. ;-)
Warto, warto, nie samym dot-netem żyje człowiek ;)