Słonecznie dziś
Dziś święto. A nawet święta -- państwowe, kościelne no i pokusić się można też o obywatelskie. Ale tylko dla wybranych. Bo tylko ci, co mieli grube sakiewki będą mogli świętować. Przed ołtarzem, z muzyką, światłami i pastorką.
Tak, jak narzekałem na poranki (Popieprzony sen i Pieprzony poranek), tak dziś nie mogę złego słowa powiedzieć. Jaka cisza na dworze. Jaki spokój. Aż dziwnie, bo tak jest tylko w środku nocy. Jak najwięksi pupile ludzi śpią (psy), ich właściciele nie piją, a gimnazjaliści nie jeżdżą na crossach, czy innych skuterkach, które dostali w nagrodę za przejście do następnej klasy od swoich bogatych rodziców.
Dokończyłem też malowanie. Żeby pokryć stary kolor na ścianach musiałem trochę bardziej niż normalnie się postarać. Bo kolor był zabójczy. Teraz wchodzących do domu będzie witała letnia słomka. I cholerka -- za czasów, gdy malowałem swój pokój nie było takich farb. Albo były i kosztowały majątek. Dziś wystarczy zagruntować jakimś mlekiem (bo płynu kosztującego 12zł za 5l nie można przecież farbą nazwać) i położyć jedną warstwę tej właściwej. Na przyszłość zapamiętam.
Dobrze mi idzie praca nad panowaniem nad własnym ciałem. Ale o tym pisaninę zostawię sobie na inną okazję.