Czara się przelała, czyli o nieuczciwych praktykach pewnego sklepu
Niecały rok temu, jak się wprowadzaliśmy do mieszkania na Bałutach, byliśmy zadowoleni z tego, że praktycznie pod blokiem mamy, większy niż osiedlowy, sklep. Wtedy nazywał się Globi i nie wyglądał zachęcająco. Wszechobecny brud, smród na dziale mrożonek, wysokie ceny, długie kolejki przy jednej otwartej kasie. Po pierwszych zakupach przekonałem się, że niekoniecznie ceny podane pod produktem (na półce) zgadzają się z tymi nabijanymi na kasie. Zwrócenie uwagi kosztowało trochę nerwów.
– Jak pan zauważy różnicę, to my ją zwracamy – za każdy razem powtarzała, jak mantrę, kierowniczka.
– A gdy nie zauważę?
– Jak pan zauważy, zwracamy różnicę.
Dalsze prowadzenie dyskusji zazwyczaj nie prowadziło do niczego, ale niesmak po tym, jak sklep chciał Cię oszukać na 5zł średnio za produkt, pozostawał przez długi czas. Jeszcze wtedy byłem w stanie zrozumieć sytuację sklepu. Tłumaczyłem sobie, że skoro ma być remont, zmiany dążące do tego, żeby klientowi kupowało się lepiej – tak, to mogę zrozumieć i za każdym razem trochę bardziej uważać. W tym czasie zdarzyło mi się kupować tam parę razy w tym samym schemacie:
- do koszyka,
- do czytnika,
- do kasy,
- zapłać
- poproś o zwrot różnicy,
- przekonaj kierowniczkę do tego, że produkt ma inną cenę,
- odbierz gotówkę,
- wyjdź ze sklepu ze wzrokiem kasjerek utkwionym na plecach.
Minęło parę tygodni zanim znów zmuszeni byliśmy iść do tego samego sklepu. Powody zawsze się znajdą – a bo w portfelu nie ma gotówki (a można płacić kartą przecież), a bo pada, a bo zimno. A sytuacja przy kasie powtarzała się prawie za każdy razem. Wspólnie ze współlokatorami obmyślaliśmy plan, jak zwrócić uwagę sklepu na to, że mają tam burdel. Pojawiło się kilka scenariuszy działania, ale w zasadzie – nic z tego dalej nie wynikło.
Moje postanowienie nie kupowania w tym sklepie utrzymywało się przez kilka kolejnych miesięcy. Przez ten czas sklep zmienił nazwę na Carefour Express, wystrój wnętrza również. Miałem nadzieję, że sytuacja się poprawi i spokojnie będę mógł chodzić po jakieś mniejsze zakupy. Bez zbędnego martwienia się o to, czy ukradną mi jakieś drobniaki.
Jak to mówią – „nadzieja matką głupich”. Wczoraj kupiłem krem czekoladowy przeterminowany ponad miesiąc. Dziś poszedłem sprawdzić – większość z wystawionych na półce jest trochę starsza niż zaleca producent, nawet o pół roku.
Komentarze
Zawsze możesz spróbować ich zgłosić do jakiegoś Urzędu Konsumenta czy innego SANEPID-u ;)
Jeśli zmieniła się marka a w środku pracują ci sami, niekompetentni ludzie, to co mogło się zmienić?
Inna sprawa, że może obecny zarząd coś z tym zrobi, jeśli mu się zwróci uwagę.
Jajcuś, też prawda co do załogi i zmian w sklepie.
Ale nie zamierzam nigdzie tego zgłaszać, czy cokolwiek innego z tym robić. Jeszcze miesiąc i tego sklepu na oczy nie będę widzieć.
Najpierw do kierownika ze skargą, później zgłosić do sanepidu, nie miałbym skrupułów.
Przypomniało mi się jak za czasów wczesnej wolnej Polski oddałem w sklepie GS-u przeterminowany keczup - pani ekspedientka oddała mi pieniądze, a keczup odłożyła spowrotem na półkę...
Jak mnie się zdarzyło (może dwa razy, w różnych sklepach) zwrócić uwagę na przeterminowany towar to sprzedawczynie zawstydzone nie tylko oddawały od razu pieniądze, ale i dziękowały za zwrócenie uwagi i zaraz zaczęły sprawdzać pozostałe produkty w lodówce. W normalnym sklepie takie coś, jak już się zdarzy, to właśnie przykra wpadka. Jeśli gdzieś jest normą, to jak najbardziej wypada zrobić z tego aferę.
Wiesz Jajcuś, sposobów na takie sklepy jest kilka. Można, tak jak sugerujesz, zgłosić to gdzie trzeba. Można też, tak jak ja zamierzam, zbojkotować sklep w 100%. Nie rozstrzygam, które rozwiązanie jest lepsze.
Weź pod uwagę, że żeby jednak coś z tym zrobić, trzeba mieć czas. A tu jednak sesja, przeprowadzka i kłopoty zdrowotne. Jak widzisz – jedynym, w tym przypadku, sposobem na zmniejszenie frustracji była ta notka. ;-)
bojkotując taki sklep narażasz innych na nieuczciwe praktyki tego sklepu - powiem Ci, że telefon do Państwowej Inspekcji Handlowej, gdzie możesz złożyć skargę, wiele nie kosztuje :) potem dostaniesz pocztą pismo (jeśli o to poprosisz) z wynikami kontrola i czynnościami, jakie zostały podjęte
moja matka tak ukarała dwa sklepy, w których - o dziwo! - nic takiego się już nie dzieje
Spoko, w tesco na krakowskim prokocimiu na noc wylaczaja wszystkie lodowki. Tak, te z lodami tez.
Chris: zależnie od konstrukcji i zamknięcia lodówki oraz klimatyzacji i izolacji cieplnej całego sklepu, to wcale nie musi być niebezpieczne. Może wcale nie dochodzi do rozmrożenia towaru.
W dzień, w gdy sklepie są tłumy ludzi i co chwilę ktoś do zamrażarki zagląda, to maszyny muszą działać pełną parą, ale w nocy, przy sprzyjających warunkach, myślę, że izolacja może starczyć… pytanie, czy ktoś to chociaż sprawdza… No i co z weekendami?
Lodowki z miesami i nabialem maja postac otwartych polek. Zawsze robie zakupy w srodku nocy i juz wiem, ze sery i inne cuda mozna omijac szerokim lukiem. Plesn na nich to normalka.
Jeśli produkty są popsute, to sprawa jest jasna :)
Zresztą, wyłączanie lodówek i tak byłoby bez sensu – przecież same się wyłączają, gdy chłodzić nie trzeba. Termostat to stary wynalazek.