Czara się przelała, czyli o nieuczciwych praktykach pewnego sklepu

Niecały rok temu, jak się wprowadzaliśmy do mieszkania na Bałutach, byliśmy zadowoleni z tego, że praktycznie pod blokiem mamy, większy niż osiedlowy, sklep. Wtedy nazywał się Globi i nie wyglądał zachęcająco. Wszechobecny brud, smród na dziale mrożonek, wysokie ceny, długie kolejki przy jednej otwartej kasie. Po pierwszych zakupach przekonałem się, że niekoniecznie ceny podane pod produktem (na półce) zgadzają się z tymi nabijanymi na kasie. Zwrócenie uwagi kosztowało trochę nerwów.

– Jak pan zauważy różnicę, to my ją zwracamy – za każdy razem powtarzała, jak mantrę, kierowniczka.

– A gdy nie zauważę?

– Jak pan zauważy, zwracamy różnicę.

Dalsze prowadzenie dyskusji zazwyczaj nie prowadziło do niczego, ale niesmak po tym, jak sklep chciał Cię oszukać na 5zł średnio za produkt, pozostawał przez długi czas. Jeszcze wtedy byłem w stanie zrozumieć sytuację sklepu. Tłumaczyłem sobie, że skoro ma być remont, zmiany dążące do tego, żeby klientowi kupowało się lepiej – tak, to mogę zrozumieć i za każdym razem trochę bardziej uważać. W tym czasie zdarzyło mi się kupować tam parę razy w tym samym schemacie:

  1. do koszyka,
  2. do czytnika,
  3. do kasy,
  4. zapłać
  5. poproś o zwrot różnicy,
  6. przekonaj kierowniczkę do tego, że produkt ma inną cenę,
  7. odbierz gotówkę,
  8. wyjdź ze sklepu ze wzrokiem kasjerek utkwionym na plecach.

Minęło parę tygodni zanim znów zmuszeni byliśmy iść do tego samego sklepu. Powody zawsze się znajdą – a bo w portfelu nie ma gotówki (a można płacić kartą przecież), a bo pada, a bo zimno. A sytuacja przy kasie powtarzała się prawie za każdy razem. Wspólnie ze współlokatorami obmyślaliśmy plan, jak zwrócić uwagę sklepu na to, że mają tam burdel. Pojawiło się kilka scenariuszy działania, ale w zasadzie – nic z tego dalej nie wynikło.

Moje postanowienie nie kupowania w tym sklepie utrzymywało się przez kilka kolejnych miesięcy. Przez ten czas sklep zmienił nazwę na Carefour Express, wystrój wnętrza również. Miałem nadzieję, że sytuacja się poprawi i spokojnie będę mógł chodzić po jakieś mniejsze zakupy. Bez zbędnego martwienia się o to, czy ukradną mi jakieś drobniaki.

Jak to mówią – „nadzieja matką głupich”. Wczoraj kupiłem krem czekoladowy przeterminowany ponad miesiąc. Dziś poszedłem sprawdzić – większość z wystawionych na półce jest trochę starsza niż zaleca producent, nawet o pół roku.