Jiobla Świat

jid: jiobel@jiobel.com

Tabloidyzacja mediów

Jeszcze 2 lata temu czytałem portal gazeta.pl dość regularnie. Inne internetowe wydania gazet papierowych nie pasowały mi, albo ze względu na wygląd, albo na prezentowane przekonania redaktorów, albo z powodu dużego opóźnienia w nadawaniu newsów. Gazeta prowadziła wtedy dobry portal, który dostarczał mi wszelkiej maści najróżniejszych informacji. Gazet papierowych wtedy w ogóle nie kupowałem a czytałem je okazjonalnie podczas pobytu w domu.

Jakieś pół roku temu zacząłem narzekać – głośno i publicznie – że coraz mniej podobają mi się praktyki stosowane przez zespół gazety. Okazało się, że nie jestem osamotniony w przekonaniu, że tenże portal staje się coraz gorszy. Masa literówek, niekompetentni redaktorzy, którzy nie mają pojęcia o tym, o czym piszą, kreacjonizm rzeczywistości – wymieniać można byłoby tak jeszcze trochę. Wszystko to dało się znieść – przy zwiększonej uwadze i wysiłku wkładanym w odsiew bzdur z interesujących nas artykułów. Ale cholera – to nie ma działać na tej zasadzie!

Dziś już nie mam złudzeń – gazeta.pl stała się drugim Faktem. Nie mam ochoty rozczarowywać się za każdym razem, gdy zaczynam czytać artykuł z ciekawym tytułem, który okazuje się być gniotem. Do tego wyścig „kto szybciej opublikuje newsa” skutkuje wiadomościami w iście twitterowym stylu – 160 znaków + zdjęcie z sxc.hu.

Już wolę iść 2 godziny wcześniej na wydział, wziąć papierową Gazetę i taką przeczytać. W domu wtedy czeka na mnie najczęściej Dziennik, który przynosi mi Martyna od siebie z wydziału. Ale to też nie częściej niż 3, 4 razy na tydzień – po co się męczyć nadmiarem najczęściej niepotrzebnych informacji?

Tortilla meksykańska – wariacja studencka

Kiedyś udało mi się napisać notkę o tym, jak zrobić tortillę na smak McDonald’s – bo wtedy taki mi najbardziej odpowiadał. Notka cieszy się całkiem niezłym braniem w googlu, więc czemu tematu nie rozwinąć?

Od tamtej pory tortille z McD się pozmieniały (nie za bardzo mi teraz smakują) a i ja, zbyt dużo razy nie robiłem sam w domu. Bo tak prawdę powiedziawszy, to nie jest to najekonomiczniejsze danie (z punktu widzenia finansów, jak i czasu).

Dziś pomyślałem sobie, że wariacja na temat byłaby miłym wyróżnikiem pośród takich samych obiadów w ostatnim miesiącu (sesja, mh?). Na czym polega?

Inspiracje czerwcowe #2 — Scrabble

Czara się przelała, czyli o nieuczciwych praktykach pewnego sklepu

Niecały rok temu, jak się wprowadzaliśmy do mieszkania na Bałutach, byliśmy zadowoleni z tego, że praktycznie pod blokiem mamy, większy niż osiedlowy, sklep. Wtedy nazywał się Globi i nie wyglądał zachęcająco. Wszechobecny brud, smród na dziale mrożonek, wysokie ceny, długie kolejki przy jednej otwartej kasie. Po pierwszych zakupach przekonałem się, że niekoniecznie ceny podane pod produktem (na półce) zgadzają się z tymi nabijanymi na kasie. Zwrócenie uwagi kosztowało trochę nerwów.

– Jak pan zauważy różnicę, to my ją zwracamy – za każdy razem powtarzała, jak mantrę, kierowniczka.

– A gdy nie zauważę?

– Jak pan zauważy, zwracamy różnicę.

Dalsze prowadzenie dyskusji zazwyczaj nie prowadziło do niczego, ale niesmak po tym, jak sklep chciał Cię oszukać na 5zł średnio za produkt, pozostawał przez długi czas. Jeszcze wtedy byłem w stanie zrozumieć sytuację sklepu. Tłumaczyłem sobie, że skoro ma być remont, zmiany dążące do tego, żeby klientowi kupowało się lepiej – tak, to mogę zrozumieć i za każdym razem trochę bardziej uważać. W tym czasie zdarzyło mi się kupować tam parę razy w tym samym schemacie:

  1. do koszyka,
  2. do czytnika,
  3. do kasy,
  4. zapłać
  5. poproś o zwrot różnicy,
  6. przekonaj kierowniczkę do tego, że produkt ma inną cenę,
  7. odbierz gotówkę,
  8. wyjdź ze sklepu ze wzrokiem kasjerek utkwionym na plecach.

Minęło parę tygodni zanim znów zmuszeni byliśmy iść do tego samego sklepu. Powody zawsze się znajdą – a bo w portfelu nie ma gotówki (a można płacić kartą przecież), a bo pada, a bo zimno. A sytuacja przy kasie powtarzała się prawie za każdy razem. Wspólnie ze współlokatorami obmyślaliśmy plan, jak zwrócić uwagę sklepu na to, że mają tam burdel. Pojawiło się kilka scenariuszy działania, ale w zasadzie – nic z tego dalej nie wynikło.

Moje postanowienie nie kupowania w tym sklepie utrzymywało się przez kilka kolejnych miesięcy. Przez ten czas sklep zmienił nazwę na Carefour Express, wystrój wnętrza również. Miałem nadzieję, że sytuacja się poprawi i spokojnie będę mógł chodzić po jakieś mniejsze zakupy. Bez zbędnego martwienia się o to, czy ukradną mi jakieś drobniaki.

Jak to mówią – „nadzieja matką głupich”. Wczoraj kupiłem krem czekoladowy przeterminowany ponad miesiąc. Dziś poszedłem sprawdzić – większość z wystawionych na półce jest trochę starsza niż zaleca producent, nawet o pół roku.

Nowopodejście

Pomyślałem sobie, że dobrym pomysłem byłoby stworzenie cyklicznych tematycznych wpisów. Raz na tydzień, cztery razy w miesiącu starałbym się przedstawić pełen perełek art. Tak trochę w imię zasady – dla każdego coś dobrego. Powodów, dzięki których pozytywnie myślę o takiej formie pisania jest kilka.

  • Oszczędność czasu – rozdzielenie zadania na procesy może skutkować jego szybszym skończeniem bądź przedstawieniem szerszego aspektu zagadnienia,
  • stworzeniem wpisu wielorakiego rodzaju – przy niezbyt rozwiniętym warsztacie pisarskim dobrym pomysłem jest łączenie artykułu z kilku, kilkunastu części by dopiero w etapie końcowym dojść do ładu-i-składu (takie trochę klocki lego ;-)),
  • łatwość budowy dłuższej formy,
  • jakość – dopracowanie pojedynczych elementów owocuje dobrą jakością całości,
  • wielowątkowość – pozbycie się paru czynności na rzecz innej osoby ułatwia pracę (dzięki martyśka! :*).

I gdy tak sobie to wszystko jeszcze przeglądam, dochodzę do wniosku, że tych kilka wyżej wymienionych punktów, przekonuje mnie w zupełności. Więc – postanowione. :-)

Inspiracje czerwcowe #1

Narożne ramki – niby nic takiego, pomysł stworzony na bazie produktu, który spełnia swoje założenia, który dopiero w ostatnich latach zaczął się rozwijać w innym kierunku – ramek cyfrowych, które według mnie są tandetne, trochę. Jako, że jestem maniakiem urządzania wnętrz, jeszcze tylko tych wirtualnych, każdy pomysł, który wydaje mi się interesującym od razu przeistaczam w plany. I tak, dzięki narożnym ramkom zacząłem myśleć do czego by pasowały, na jakich ścianach, w których pokojach. Wszystko w moim wyimagowanym wnętrzu, które powstaje sukcesywnie od pewnego czasu. ;-) A i zapomniałbym – polecam obejrzeć wszystkie twory Photojojo.

narożne ramki

To, że niektórzy ludzie od reklamy są bogami, jest oczywiste i sam siebie nie muszę przekonywać (nie wiem, jak sądzą inni). Akcje społeczne rządzą się trochę innymi prawami, więc te dobrze zrobione, trafiające w cel – zasługują tym bardziej na pochwałę.

law & order

crash

O porządek na biurku w ciężkich czasach trudno (czytaj: sesja). Porządkiem za biurkiem jednak nikt się nie przejmuje. Ja próbowałem poukładać kable w jakąś sensowną całość – niestety, z mizernym skutkiem. Efekty tego odczuwam zawsze przy przeprowadzce. Pomysł na rozwiązanie problemu? – kategoryzacja (swoją drogą, dobra na wszystko ;-))

cable straps

I na koniec – coś smacznego dla webdesignerów – ikonki. :-)

origami icons

iconza.com screenshot

Plakaty od Love-Condom

Zdarzyło mi się kiedyś zachwycać wibratorami. Jako nastolatek przyzwyczajany bowiem byłem do wyglądu, rozmiaru i użytkowania tychże przez panie-aktorki z filmów tylko dla dorosłych. Do pewnego momentu myślałem, że nikt nie produkuje i nie użytkuje niczego innego poza 30-centymetrowymi, czarnymi, odlanymi z sylikonu członkami. ;-)

Z prezerwatywami, a konkretniej ich reklamami nigdy nie było źle. Spece od reklamy popisywali się swoją elokwencją wymyślając kolejne totalnie popieprzone głupoty, odbiorcy entuzjastycznie przyjmowali produkty agencji reklamowych, które podjęły się produkcji owych, kompanie farmaceutyczne cieszyły się wzrostem popularności danej (swojej) marki na, jakże zapchanym, rynku. Taka sytuacja, według mnie, znowuż nie jest idealną. Bo jak przeciętny człowiek, który lubi łowić perełki designerskie ma wyłapać właśnie te z takiego gąszczu? Ale jak to mawiają, każda karta ma dwie strony…