30 maja 2009
Blogowa retrospekcja
Jakiś czas temu napisałem tekst, który w zasadzie miał zostać odebrany jako recenzja. Jeśli jednak przeczytałbym go w teraz, bez żadnych emocji – sądzę, że nie byłby on zbyt pomocny dla czytelnika. Bo, tak mi się wydaje, recenzja powinna zawierać chociaż iluzję tego, że do tematu podchodzi się profesjonalnie opisując zarówno pozytywy, jak i negatywy produktu. Podchodząc generalnie do niego. A w przytoczonym tekście? – przegiąłem w jedną stronę. Owszem, były zamiary (nawet sygnalizowane na końcu tekstu) napisania drugiej części, w której opisałbym oprogramowanie, dzięki któremu działa telefon a, jak chyba większość użytkowników komórek klasy średniej, nie pałam jakąś bezwzględną i gorącą miłością do systemu Nokii. Ale na zamiarach się skończyło. Często bowiem jest tak, że jeśli jest pomysł, i jeśli go nie zrealizujemy w początkowej fazie – pomysł się zmarnuje. Odkładanie czegoś na później nie wpływa pozytywnie na efekt końcowy, którego najczęściej, w takiej sytuacji nie otrzymujemy. Oczywiście, jeśli możemy w ogóle mówić o jakimś efekcie końcowym.
Są takie rzeczy, które można zrecenzować li tylko negatywnie, besztając wszystko, co jest z nimi związane i je same, ale również takie, które zachwycają mimo upływu czasu – bezwzględnie. Ale i czy w tym wypadku możemy mówić o recenzji? O profesjonalnym podejściu do produktu?
Około roku temu zastanawiałem się, czy warto wydać wszystkie swoje oszczędności na jedną rzecz zamiast podejść do sprawy z drugiej strony wydając je na drobniaki. Dzięki bąblowi-dwa-zero (potocznie zwanym bańką Web 2.0) a konkretniej – sklepom z możliwością oceniania produktu – poznałem wszelkie możliwe opinie na interesujący mnie temat – użytkowników, przyszłych użytkowników, dzieciaków, których gra w Tibię znudziła do tego stopnia, że zaczęli o tym pisać próbując trafić do jak najszerszego grona odbiorców, oraz pewnie całego sztabu ludzi od dobrego wizerunku produktu.
Oprócz tego, że chciałem mieć, to chciałem pomóc. Bo gdybym miał opisywany produkt, swój stary sprzęt, oddałbym w dobre ręce.
Wracając do wątku – monitor w końcu kupiłem, bo to właśnie ten produkt mnie tyle kosztował. Użerałem się trochę ze sklepem (bo jak można przyjąć zapłatę za coś, czego się nie ma na stanie?), co i tak nie zepsuło mi całej zabawy i efektu końcowego. Bo bawiłem się prześwietnie podczas odpakowywania, podłączania wszelkich kabelków potrzebnych do pracy i wpatrywania się w ekran. Na pierwszy rzut oka – wow, kolosalna różnica w jakości obrazu. Nie tylko o rozdzielczość i kolor chodzi. ;-) A stary monitor dałem tacie, który zastąpił wysłużonego CRTka, co by mu się oczy tak nie psuły.
I w taki oto sposób wydałem swoje pierwsze pieniądze na coś, co cieszy mnie do dziś.
Myślałem, że po upływie czasu potrzebnego na oswojenie się z nową rzeczą, poznaniu jego funkcji, tych mniej oczywistych plusów i mniej zauważalnych minusów napiszę kolejnego arta, w którym będę mógł się podzielić przemyśleniami. Przez całe to analizowanie (sytuacja opisywanej na początku tego tekstu), sam moment napisania kolejnej recenzji odwlekał się tydzień za tygodniem, tym samym powodując u mnie osłabnięcie początkowo dużej determinacji do opisania produktu. Czyli generalnie – im więcej czasu mijało, tym mniej mi się chciało zaczynać temat.
Ktoś mi kiedyś powiedział coś, co szczególnie mocno zapadło w moją pamięć.
Jeśli już masz coś napisać – nie pisz tego tak, jak czytelnik chciałby przeczytać. Miej to w dupie i pisz tak, jak chciałeś na samym początku. Jesteś bloggerem – nie dziennikarzem, czy kolejnym specjalistą w blogosferze.
I gdyby to tak trochę złagodzić, to zgodziłbym się w 100% z powyższym. Poprawność polityczna w dialogu międzyludzkim i tutaj, w blogosferze – poprawność w stosunkach pisarz-czytelnik (albo, jak kto woli grafoman-troll), może powodować obumieranie (zmniejszanie się?) początkowej świeżości i fascynacji tym całym nurtem – mówieniem, pisaniem, dzieleniem się sobą z innymi.
Wnioski? Każdy pewnie i tak wyciągnie swoje. Ja… Ja chyba lubię Jiobla Świat. Czy taki spokojny – jak teraz, czy głośny i ruchliwy – jak kiedyś.


