A na śniadanie zjadłem…

Około godziny trzynastej, czyli tej, o której zwlokłem się z łóżka, słońce raczej zachodziło niż wschodziło. Niestety – takie są skutki kładzenia się spać o przed piątą – po pasjonującym wieczorze filmowym z kolegą, który wrócił z kina i pochrapuje obok, gdy ty jednak chcesz obejrzeć do końca tę głupiutką amerykańską komedię.

Śniadanie mistrzów, które sam sobie zaserwowałem przerosło trochę moje możliwości. Jajecznica z dwóch jajek, z szynką i odrobiną sera dla kleistości w opozycji do wiórów, które dominują w temacie jajecznicy właśnie, gdy ja ją przyrządzam. Parówka z serem z biedronki (dla przetestowania smaku, ale też odskoczni od Berlinek) – swoją drogą całkiem smaczna. Ćwiartka sałaty lodowej, pół papryki czerwonej i resztka ogórka szklarniowego – zestaw warzyw też niczego sobie. Brzuch, który z dnia na dzień staje się większy nie zdołał niestety pomieścić tego wszystkiego, co zaplanowałem. W kwestii jeszcze brzucha – od przyszłego tygodnia siłownia – zdecydowanie i na pewno. Nie ma innej możliwości, bo moje samopoczucie jest coraz gorsze. Wszystko przez to, że nie mam tutaj roweru (i którego sprowadzenie z domu nie ma już kompletnie sensu – idzie zima).

Chwila odpoczynku i pomysł (a raczej potrzeba) – posprzątać w mieszkaniu. Szybkie umycie naczyń, które smacznie sobie pochrapują od kilku dni w zlewie nie było jakimś większym problemem. Ocena stanu dywanów i podłóg ogólnie wskazywała na to, że odkurzacz tym razem nie będzie miał wolnego. I jak zwykle – zapomniałem wcześniej wytrzeć kurze z półek. Połowę mieszkania ja, połowę kolega. Dwóch facetów w domu a czyściej aniżeli plus-dwie-kobietki. Coś w tym jest, że facet jest gospodarzem i głową domu. A tutaj – co dwie głowy, to nie jedna. ;-)

Odpoczynku – ponownie tylko chwilka. Kilkanaście stron z książki o dumnej nazwie „Algorytmy dla każdego” przeczytane w międzyczasie. Teraz? Plan pojechać do Castoramy by kupić kontakty, które okazały się być zbyt stare, żeby rozebrać i potem je skręcić (właśnie skręcić się ich nie udało, bo się rozsypały) po małej awarii zasilania. Wreszcie wróci prąd, którego ciągniemy znaczną ilość i skończą się kłopoty z przedłużaczami, które dawały iluzję wygody. Wreszcie. Przydałoby się też kupić korek, który się przepalił. I jakieś wieszaki, żeby można było wieszać po ludzku kurtki w korytarzu. Zresztą – się zobaczy na miejscu, jakie ceny, co jest w asortymencie i co tak naprawdę potrzebujemy.

Piękna dziś pogoda. I jakoś tak… Optymistycznie.

Tytuł to swoisty żart z tego, że jogger może być pokemoniasty. Bo przecież z jednej strony ten wpis właśnie kwalifikuje się do takiej kategorii a z drugiej – jest tylko kolejnym wpisem na czyimś prywatnym blogu. A wszystko zależy od miejsca pupy siedzenia… ;-)