To nie kolejny poradnik dla idiotów #3
23 Cze, 2008
Biedronka to chyba najlepszy przyjaciel studenta. Nie dlatego, że jest ładna, malutka i taka milusia – zdecydowanie. Tym bardziej nie dlatego, że jest czerwona. I ma kropki…

Więc? Przy odpowiedzi na postawione pytanie, zastanówmy się nad tematami pobocznymi. A może odpowiadać nie trzeba będzie?
Do tej pory swoje doświadczenia ze sklepami mogłem zakwalifikować do tych udanych, pozytywnych i – co wydaje się oczywistym zakładając, że rozumujemy dość logicznie – złych, koszmarnych. Tych, o których człowiek chce zapomnieć. Jak najszybciej.
Wpływ na taki stan miało i ma wiele czynników – wyzwania, aby wymienić je wszystkie nie podjąłby się z pewnością nawet Syzyf. No chyba, że – w ramach ogólnoświatowego dnia buntowania się przeciw ogólnie przyjętym stereotypom. Ale przecież znamy efekty jego wcześniejszych zleceń, prawda?. Pokrótce jednak można spróbować nakreślić te, które zauważamy i odczuwam w sklepie najbardziej – które doskwierają mi najbardziej, determinują do nielubienia owego i w końcu dyskwalifikują po całości.
Gdy byłem młody i głupi miałem przeświadczenie, że w sklepach o bardzo dużych powierzchniach, zwyczajowo nazywanych hipermarketami, da się kupić wszystkie produkty, jakie tylko sobie zamarzymy po rewelacyjnych cenach. Chodziłem więc tam, brałem wielki kosz, który wraz z upływem czasu sukcesywnie się zapełniał. Przynajmniej raz w tygodniu, bo i potrzeby nie były racjonalizowane. Jak już wcześniej – młody i głupi…
Po pewnym czasie zauważyłem, że jest kilka spraw, które mi przeszkadzają, lub utrudniają robienie tam zakupów.
Przede wszystkim – trzeba się nachodzić. Człowiek, bestia leniwa diabelnie, więc poco, skoro można prościej? Aby dojść z działu mięs mrożonych do działu napoje trzeba mijać kilkanaście innych, które w umiejętny sposób kuszą i wabią swym niekwestionowanie bogatym zaopatrzeniem. A jak już idziesz obok tych bogato zastawionych półek z chemią, czy też po kolei przyprawy, sosy, odzież to promocja za promocją przyprawiają o zawrót głowy. Jak do cholery nie skorzystać i nie kupić 5kg proszku 1zł taniej niż zazwyczaj. Dopiero później uświadamiasz sobie, że przecież jeszcze miesiąc temu kupowałeś 5zł taniej bez promocji… I wkładasz kolejne zupełnie niepotrzebne i nieplanowane rzeczy do prawie już zapełnionego koszyka tym samym sprawiając, że coraz trudniej zmieścić jest te właściwe, które to planowaliśmy jeszcze 20 minut temu.
I weź teraz idź po bułki dwie, a wyjdziesz jeszcze z wędlinami, promocyjnym keczupem, promocyjną galaretką, promocyjnym środkiem przeciwko poparzeniom słonecznym. W zimie poparzenia? Słoneczne, kurna?! Między regałami czają się jeszcze inne niebezpieczeństwa.
Mianowicie – hostessy, które przebrane sprytnie zaczepiają Cię i próbują przekonać, że reklamowany przez nie produkt zasługuje na kupno, spróbowanie, czy cokolwiek innego, co wiązałoby się ze stratą naszego czasu na zastanowienie się i pieniędzy za ów. Dlaczego więc ich nie zignorować – spytasz? Świecidełka, migające coś-nie-wiadomo-co od zawsze sprawiały, że człowiek głupiał. Taka ćma, która daje się nabrać ten nadmuchanej żarówce – człowiek w supermarkecie.
I do cholery – chcesz być tylko kolejną cyferką na dyskach twardych ich maszyn liczących, czy może wolałbyś, żeby sprzedawca rzeczywiście zainteresował się Twoją osobą i podpowiedział, że dziś warto kupić to-czy-tamto, a z szynki wiejskiej dziś zrezygnować?
Jedyne, co mają te tak negowane, to gazetki z produktami. Przejrzysz raz, dwa i dokładnie wiesz, że cena kiełbasy podwawelskiej kształtuje się w okolicach 20zł. I nie kupisz gówna w mięsnym za rogiem za 35zł („bo to hit i w ogóle, świeże”) ale przejdziesz się kroków naprzód kilka i odwiedzisz delikatesy, które współpracują z ulubioną Twoją masarnią i cieszyć będziesz się z kiełbaski smakowitej i po cenie Ci odpowiadającej.
A Biedronka? Nie ma akcji reklamowych. Twarze kasjerek da się zapamiętać, a i one Cię zapewne kojarzą. Jest tani papier toaletowy. I bułki dobre i tanie. I też soki, napoje i inne. A i wyjście jest, gdy czegoś dostać nie będziesz tam mógł – sklepik osiedlowy, już wcześniej wspominany.
Dlatego wolę subskrybować kilka blogów, czy też mniejszych serwisów niż miałbym gubić się w setce wiadomości, w których wartości doszukiwać musiałbym się. No i oczywiście newsy, żebym zagubiony nie czuł się przeważnie. ;-)
Komentarze do wpisu "To nie kolejny poradnik dla idiotów #3":
1.
zx napisał(a):
23 Cze 2008, 23:38:37
Jasne. Nie potrzebujemy pośredników (potrale), dochodzimy do źródła (blogi, mniejsze serwisy). I wszyscy są zadowoleni. Pośrednicy to zło tego świata.
2.
Jiobel napisał(a):
24 Cze 2008, 01:55:41
Ale ja nie o pośrednikach, a raczej o wygodzie użytkowania. Zresztą – to jak odebrałeś mogę poprzeć. Ale tylko po części, niestety.
3.
John Cooper napisał(a):
24 Cze 2008, 08:26:05
Coś w tym jest, co piszesz.
4.
zx napisał(a):
24 Cze 2008, 09:17:59
Chyba na jedno wychodzi. Pośrednicy najczęściej utrudniają poruszanie się w zasobach, które normalnie dostępne są w znacznie prostrzy sposób.
5.
rdominiak napisał(a):
24 Cze 2008, 19:25:06
Biedronka – obskurny dyskont, gdzie tylko niektóre produkty nadają się do spożycia. Są też takie, które od razu można wywalić do śmieci.
To że ceny zawsze takie same to polityka tej sieci. Przez to nie mają tych kuszących promocji.
Żeby było jasne – fanem wielkich hipermarkteów też nie jestem – zakupy robię w sklepach osiedlowych, gdzie panie też mnie z twarzy kojarzą, a do tego nie mam wątpliwości, że jak kupię mięso, to nie będzie to mielony kot zmieszany z papierem toaletowym. Ceny niektórych produktów w Biedronce są dla mnie niesamowite – nie wyobrażam sobie jak można wyprodukować coś tak tanio w zgodzie z jakimikolwiek normami jakości…
Dodaj komentarz: