To nie kolejny poradnik dla idiotów #3

Biedronka to chyba najlepszy przyjaciel studenta. Nie dlatego, że jest ładna, malutka i taka milusia – zdecydowanie. Tym bardziej nie dlatego, że jest czerwona. I ma kropki…

DI - e-gazeta do marnowania czasu

Więc? Przy odpowiedzi na postawione pytanie, zastanówmy się nad tematami pobocznymi. A może odpowiadać nie trzeba będzie?

Do tej pory swoje doświadczenia ze sklepami mogłem zakwalifikować do tych udanych, pozytywnych i – co wydaje się oczywistym zakładając, że rozumujemy dość logicznie – złych, koszmarnych. Tych, o których człowiek chce zapomnieć. Jak najszybciej.

Wpływ na taki stan miało i ma wiele czynników – wyzwania, aby wymienić je wszystkie nie podjąłby się z pewnością nawet Syzyf. No chyba, że – w ramach ogólnoświatowego dnia buntowania się przeciw ogólnie przyjętym stereotypom. Ale przecież znamy efekty jego wcześniejszych zleceń, prawda?. Pokrótce jednak można spróbować nakreślić te, które zauważamy i odczuwam w sklepie najbardziej – które doskwierają mi najbardziej, determinują do nielubienia owego i w końcu dyskwalifikują po całości.

Gdy byłem młody i głupi miałem przeświadczenie, że w sklepach o bardzo dużych powierzchniach, zwyczajowo nazywanych hipermarketami, da się kupić wszystkie produkty, jakie tylko sobie zamarzymy po rewelacyjnych cenach. Chodziłem więc tam, brałem wielki kosz, który wraz z upływem czasu sukcesywnie się zapełniał. Przynajmniej raz w tygodniu, bo i potrzeby nie były racjonalizowane. Jak już wcześniej – młody i głupi…

Po pewnym czasie zauważyłem, że jest kilka spraw, które mi przeszkadzają, lub utrudniają robienie tam zakupów.

Przede wszystkim – trzeba się nachodzić. Człowiek, bestia leniwa diabelnie, więc poco, skoro można prościej? Aby dojść z działu mięs mrożonych do działu napoje trzeba mijać kilkanaście innych, które w umiejętny sposób kuszą i wabią swym niekwestionowanie bogatym zaopatrzeniem. A jak już idziesz obok tych bogato zastawionych półek z chemią, czy też po kolei przyprawy, sosy, odzież to promocja za promocją przyprawiają o zawrót głowy. Jak do cholery nie skorzystać i nie kupić 5kg proszku 1zł taniej niż zazwyczaj. Dopiero później uświadamiasz sobie, że przecież jeszcze miesiąc temu kupowałeś 5zł taniej bez promocji… I wkładasz kolejne zupełnie niepotrzebne i nieplanowane rzeczy do prawie już zapełnionego koszyka tym samym sprawiając, że coraz trudniej zmieścić jest te właściwe, które to planowaliśmy jeszcze 20 minut temu.

I weź teraz idź po bułki dwie, a wyjdziesz jeszcze z wędlinami, promocyjnym keczupem, promocyjną galaretką, promocyjnym środkiem przeciwko poparzeniom słonecznym. W zimie poparzenia? Słoneczne, kurna?! Między regałami czają się jeszcze inne niebezpieczeństwa.

Mianowicie – hostessy, które przebrane sprytnie zaczepiają Cię i próbują przekonać, że reklamowany przez nie produkt zasługuje na kupno, spróbowanie, czy cokolwiek innego, co wiązałoby się ze stratą naszego czasu na zastanowienie się i pieniędzy za ów. Dlaczego więc ich nie zignorować – spytasz? Świecidełka, migające coś-nie-wiadomo-co od zawsze sprawiały, że człowiek głupiał. Taka ćma, która daje się nabrać ten nadmuchanej żarówce – człowiek w supermarkecie.

I do cholery – chcesz być tylko kolejną cyferką na dyskach twardych ich maszyn liczących, czy może wolałbyś, żeby sprzedawca rzeczywiście zainteresował się Twoją osobą i podpowiedział, że dziś warto kupić to-czy-tamto, a z szynki wiejskiej dziś zrezygnować?

Jedyne, co mają te tak negowane, to gazetki z produktami. Przejrzysz raz, dwa i dokładnie wiesz, że cena kiełbasy podwawelskiej kształtuje się w okolicach 20zł. I nie kupisz gówna w mięsnym za rogiem za 35zł („bo to hit i w ogóle, świeże”) ale przejdziesz się kroków naprzód kilka i odwiedzisz delikatesy, które współpracują z ulubioną Twoją masarnią i cieszyć będziesz się z kiełbaski smakowitej i po cenie Ci odpowiadającej.

A Biedronka? Nie ma akcji reklamowych. Twarze kasjerek da się zapamiętać, a i one Cię zapewne kojarzą. Jest tani papier toaletowy. I bułki dobre i tanie. I też soki, napoje i inne. A i wyjście jest, gdy czegoś dostać nie będziesz tam mógł – sklepik osiedlowy, już wcześniej wspominany.

Dlatego wolę subskrybować kilka blogów, czy też mniejszych serwisów niż miałbym gubić się w setce wiadomości, w których wartości doszukiwać musiałbym się. No i oczywiście newsy, żebym zagubiony nie czuł się przeważnie. ;-)