
Polacy przegrali. W czasie meczu, który trochę mi uciekł, gdyż zajęty byłem aparatem i pstrykaniem fotek, nie wydarzyło się nic, co mogłoby mnie na chwilę odciągnąć od trybu manualnego tego swoistego Canona, który – mimo, iż to początek mojej przygody z cyfrakami – wkurza mnie niemiłosiernie swoją topornością, brakiem funkcji, których oczekiwałbym i przede wszystkim – ich dostępnością. Ale im cięższe początki, tym lepiej później jedzie się z górki (oparte na rowerowych doświadczeniach).
Martyna dzielnie znosiła celowanie w nią obiektywem i samopowtarzający się „pstryk”. Zdjęć wyszło troszkę, fakt – tak w sam raz, żeby wybrać te mniej rozmazane i postarać się o usunięcie resztek zauważalnych poruszeń ręki. Trudna jest manualna stabilizacja obrazu. ;-)
A przy okazji – głosy o mojej śmierci są mocno przesadzone. ;-)