To nie kolejny poradnik dla idiotów #1

Wszelkiej maści poradniki, które mają w założeniu pomóc bloggerom zacząć i/lub rozwijać się w blogowaniu są moim zdaniem – do dupy. Tipsy fajne są niezaprzeczalnie – to fakt. Jednakże powiedzenie, które sprawdza się (mimo swoistej paradoksalności zawartej w samym sobie) prawie w każdej sytuacji moim zdaniem celnie opisuje zjawisko trafiania w target z takowymi właśnie:

Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego.

Doskonale jednak wiemy, że takie właśnie porady w zjadliwej formie spotkają się z aprobatą i optymistycznym odbiorem wśród szerokiego grona czytelników. W szumie (misz-maszu) każdy jest w stanie wybrać coś, co go zainteresuje, prawda? Bo – to trzeba przyznać – jakiś informacji dostarczają owe i rzeczywiście mogą pomóc w starcie inteligentnemu bloggerowi (bo tylko taki jest wybrać wśród dostępnych środków te przydatne – potrzebne, niezbędne, fajne), lub rozwoju temu bardziej zaawansowanemu, lecz żyjącemu poza mainstreamem. Z pewnością też ten przysłowiowy mistrz blogowania znalazłby coś ciekawego…

Do czego jednak piję w tym przydługim wstępie? Przede wszystkim do nadmiarowości. Głównie w wyglądzie Twojego bloga – tego, co niejednokrotnie atakuje czytelnika bloga.

Jeśli potrafisz dostrzec rzeczy, które są totalnie zbędne, nie pasujące do całości lub po prostu irytujące w swojej budowie – jesteś na dobrej drodze do ich eliminacji, oznaczenia etykietą #crap i ich ignorowaniu przy każdej nadarzającej się okazji (czyli odwiedzenia kolejnego genialnego poradnika dla chcę-być-bloggerem-i-zarabiać-kasę).

Pamiętaj zatem – Twoja strona ma być czysta jak papier toaletowy przed użyciem. I nie ten najtańszy – wręcz przeciwnie. Bo w końcu ma być miła w odbiorze? Tego chcemy w tych obu rzeczach: my – czytelnicy i Ty – ten, który się produkuje.

Dzięki temu rozróżnisz te dwa produkty jednym ważnym szczegółem – przestanie być do dupy. Twój blog, oczywiście.