Ostatni wpis napisałem zdecydowany miesiąc temu. Naprawdę – przez ten cały okres Internetowego milczenia starałem się zmobilizować i umieścić notkę, gdzie byłoby zawartych chociaż kilka informacji: co u mnie słychać, co robię, nad czym pracuję i przede wszystkim – dlaczego milczę. Zamiary zamiarami (jak to się mówi – „chęciami dobrymi wybrukowane piekło jest”), ale zawsze pod koniec pojawiał się głosik, który mówił do ucha, że to-czy-tamto raczej nie jest udaną produkcją; zrezygnuj z pisania; beznadziejne, ośmieszasz się.

Chyba w życiu każdego człowieka przychodzi moment, w którym nie wierzy za bardzo w to, co robi. Mimo wszystko – pasji, radości płynącej z podziwiania efektu końcowego, czy też radości tworzenia. Tak jest również z bloggerami, do grupy których z całą odpowiedzialnością i konsekwencjami z tego faktu płynącymi, mogę się zaliczyć. W końcu prawie 40 miesięcy na jednej platformie blogowej plus kilka gdzie indziej, o których chciałbym zapomnieć do czegoś uprawnia… Tym bardziej do tego typu podsumowań.

ml2 - stary projekt wyglądu dla blog.jiobel.com

Dwa lata temu pracowałem sumiennie nad nowym projektem wyglądu dla tego bloga. Projekt nazywał się ml2 i był robiony po godzinach. Przeze mnie – człowieczka od grafiki, jak również przez kodera, który miał zająć się opracowaniem trzech warstw dokumentu, który zaliczać mógłby się bez żadnych kompleksów do składu semantycznej sieci. I wszystko byłoby ok, gdyby projekt wszedłby w życie (sukces sam w sobie), bo ja cieszyłbym się z nowego designu bloga, czytelnicy, których jeszcze wtedy miałem mieliby ułatwione zapoznawanie się z tym, czym wtedy ich raczyłem, a koder spełniłby dobry uczynek przy okazji miałby kolejny projekt do folio – sielanka, gdyby nie to, że… Druga część projektu, czyli kodowanie samo w sobie nie zakończyło się sukcesem, ze względu na brak czasu człowieka, który miał się tym zająć. Później okazało się, że to była z tych znajomości, które określa się mianem toksycznych. Nie mniej – nauczyłem się paru rzeczy. Między innymi tego, że do każdego zlecenia musi być umowa i że Internetowe danie słowa wcale do niczego nie zobowiązuje. Po prawdzie – życie.

I tutaj pojawiają się dwie opcje – oddam na rzecz joggera, jako dodatkowy szablon do wyboru z panelu administratora (potrzebny jest ktoś, kto zająłby się kodowaniem), albo odsprzedam za całkiem rozsądne pieniądze jako design na wyłączność. Chętnych zapraszam do kontaktowania się.

Ciąg dalszy nastąpi…

Komentarze do wpisu "Z pamiętnika bloggera #1":

1. Riddle napisał(a):
20 Mar 2008, 18:03:42

Panie blogger, jaka platforma. Ukochana społeczność, ot co. :>

2. Jiobel napisał(a):
20 Mar 2008, 22:55:27

Miało być technicznie i profesjonalnie. Powiedz, że chociaż ociupinę mi się udało upozorować. ;-)

Ale jeśli miałbym być szczery – nie ma społeczności. Już nie. Jakieś rok, dwa lata temu bym jeszcze się wahał, ale teraz? Teraz naprawdę jest zupełnie inaczej. I tu pojawia się pytanie – odpowiada mi to, czy nie. Ale, żeby poznać odpowiedź trzeba się zastanowić, określić – stąd moje milczenie panie-do-widzenia-blog-witaj-twitter. Ale przecież ten wpis nie o tym… ;-)

A – nasza nieformalna umowa jeszcze aktualna?

3. Riddle napisał(a):
20 Mar 2008, 22:58:57

Mi się wydaje, że jednak społeczność jest.

Umowa aktualna, ale w tym momencie (vide mój ostatni wpis) czasu nie mam. Tydzień, dwa mi daj plz.

4. Jiobel napisał(a):
20 Mar 2008, 23:08:08

Myślałem o kolejnym pół roku. Dla mnie. ;-)

Co do społeczności – jest, ale nie na blogach. Owszem, to dzięki nim stworzyła się ona na moim rosterze. Tu komentarz, tam komentarz, rozmowa na jabberze. Wiesz? Bo jeśli mowa o takiej – zgadzam się w 100%. Z resztą – z wynurzeń wieczornych...

Dodaj komentarz: