Rzeczy, które cieszą

Pierwszy raz od dłuższego czasu zauważyłem coś na stronie głównej joggera, po czym buzia sama się uśmiechnęła. Pomyślałem sobie wtedy z maoam, że mogłoby być fajnie, gdyby się samemu napisało kilka rzeczy, które cieszą. Nie zastanawiając się długo usiadłem (przy okazji wyganiając ją sprzed) przy komputerku z zamiarem wymienienia kilku z tych wcześniej wspomnianych. Bez specjalnego obmyślania, komponowania – co w myśli / na języku to ląduje na liście… A więc:

  • słońce odbijające się w szybie mieszkania z kamienicy naprzeciwko

  • godzina, w której przejeżdżające tramwaje cichną

  • śpiew ptaka, nie za często słyszany w łódzkim śródmieściu

  • możliwość wstania rano, cichego wyjścia z łóżka tak, żeby jej nie budzić i kupno świeżych i ciepłych jeszcze bułeczek…

  • …jej wzrok, gdy wchodzę do pokoju z tych zakupów

  • zapach, który się unosi w pokoju po jakimś czasie po otworzeniu reklamówki z bułkami

  • jedzenie – samemu zrobione z jej byciem obok i patrzeniem; późniejsze (po konsumpcji) „dziękuję” i szczęście widziane w oczach

  • udane poszukiwania jamendo, znalezienie utworu, który puszczony w loopie przez kilka dni cieszy ucho

  • ciężka praca, która owocuje sukcesem

Można tak wymieniać i wymieniać… Ale w którymś momencie trzeba skończyć. Wtedy można zacząć uogólniać. Nieziemsko cieszy mnie ona, cała. Taka, jaka jest. I cieszy mnie wszystko, co z nią związane. Bezsprzecznie, niezaprzeczalnie.

A czemu, jak wspomniałem na początku, taka lista jest fajna? Bo nawet, gdy się ją samemu pisze, to mordka śmieje się do świata…