Archiwizacja danych jest bardzo ważna. Tym bardziej, jeśli chodzi o dane, które trzeba mieć. Przekonał się o tym każdy, albo przekona się niebawem. Nieudowadniane, ale przyjmowane jako aksjomat prawo Murphy`ego od lat zbiera żniwo wśród wszelkiej maści informatyków. Istnieje mnóstwo metod na robienie backupów. Posiadanie oddzielnego dysku, wypalanie na DVD, trzymanie na niezawodnym serwerze (to ostatnie coraz popularniejsze przy coraz szerszych pasmach przesyłu). Każda metoda jest dobra, ale posiada wady.
Michał Dulemba wymyślił, że każdą płytę DVD będzie opisywał, wkładał do woreczka i o nią dbał. Jednym słowem – oczko w głowie. ;-) Dużo roboty, prawda? A jeszcze trzeba wziąć pod uwagę, że przy szukaniu czegoś konkretnego, trzeba przejrzeć w cholerę etykiet. Pewien ktoś powiedziałby mi od razu, że "ten Twój algorytm jest do pupy". Zgoda, ale co jak można go poprawić? Osobiście poleciłbym mu program WhereIsIt (lub jakiś freeware`owy odpowiednik). Dzięki temu na płycie napisałby sobie tylko numerek, włożył do piórnika i trzymał. Płyty by się nie rysowały, co jest chyba rzeczą bardzo ważną w tym przypadku. Potem, gdyby chciał znaleźć konkretną rzecz użyłby wbudowanej szukajki i… voila! A co robi program? Najkrócej? automatyzuje katalogowanie, ułatwia późniejsze wyszukiwanie.
Jaki ja mam sposób na to wszystko? Planuję kupić nowy dysk, bo czuję, że i ja mogę się niedługo przekonać, co znaczy stracić dane (pomijam przypadki, gdy stary dysk zaczął świrować i przy uruchomieniu losowo widział, bądź nie, odpowiednią partycję). Do tego czasu ratuję się wrzucaniem konkretniejszych rzeczy na serwer. I powiem szczerze, że pasuje mi taka metoda. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę potęgę ls`a i find`a. ;-)