Muzyczne wspomnienia
Gdy byłem małym chłopcem muzyki nie lubiłem. Bo jej nie słuchałem. Bo jej nie lubiłem… Między innymi dlatego, że nie miałem tak naprawdę na czym puszczać. W pokoju obok starsza siostra, owszem – posiadała odpowiedni sprzęt, ale również dźwięki, które za bardzo nie odpowiadały i nie pokrywały się z moimi gustami. Dziwne trochę, ale paradoksalnie wtedy wiedziałem co mi się podoba, a co nie (a w tym przypadku raczej to drugie jest logiczniejsze).
Rosłem, a wraz z upływem czasu coraz bardziej zamykałem się w sobie / świecie muzyki. Sprzęt grający dobrej klasy, tony CDków, kaset magnetofonowych. Podkradanie siostrze walkmana, żeby móc sobie posłuchać czegoś w szkole, na rowerze…
Okres techno (a bardziej minimali, drambasów, housowej muzyczki) również u mnie gościł. Hip-hop? Jedyna, szczerze nienawidzona muzyka. Z czasem to właśnie w niej się zakochałem, w niej znalazłem sens (rzecz jasna, że nie chodzi o „suczki” czy innego tego typu hip-hopolo). Rockiem nie gardzę. Metalu nie trawię.
Teraz? Słucham wszystko, co nie krzywdzi i tak słabego słuchu, ucha. A stary dobry oldskull nigdy nie odejdzie… :-)
5 piosenek, które sprawiają, że przypomina mi się dzieciństwo:
- Sabotage - Beastie Boys
- Magia i Miecz – Kaliber 44
- 1969 – Boards Of Canada
- Clint Eastwood - Gorrilaz
- Electric City – Music Instructor
A Ty? Masz swoje piosenki, do których lubisz wracać, żeby sobie powspominać?
Komentarze
Heh, nie lubiłem muzyki. I nadal nie przepadam – moi rodzice namiętnie słuchają radia, ja nie trawię. A do tego nienawidzę wprost głośnej muzyki, gdzie „głośny” to dla mnie taki poziom dla niektórych będący ledwo zaczątkiem skali.
Z drugiej strony mam bardzo często słuchawki w uszach, prawie zawsze gdy gdzieś idę... Paradoks? Wygląda na to, ze nie lubię prawie żadnej muzyki popularnej. I nie umiem zbytnio pracować przy muzyce, przy włączonym radiu, muszę mieć ciszę. A może po prostu nie jestem przyzwyczajony do słuchania muzyki przy pracy? Zdarzają mi się dni, jak dziś, gdy Windows Media Player gra cały czas. Ale gra to, co lubię – obecnie często jest to muzyka instrumentalna czysto, w tym różne soundtracki z filmów/gier (często S-F).
I niestety zauważam ten syndrom, że najbardziej podobają mi się piosenki, które już znam – aczkolwiek niestety się nudzą ;-)
I w związku z tym praktycznie nie mam piosenek kojarzących się z dzieciństwem. Choć ponoć słuchałem bardzo jakiś, co na płytach winylowych mam w szafie – ale to było poza moją pamięcią...
Choć nie, mam piosenkę z dzieciństwa, bardzo wczesnego, którą pamiętam:
(Komentarz zmodyfikowany 09.05.2007 o 20:32)
ja wole
1. The Doors – The End
2. Metallica – The Unforgiven 2
3. Paktofonika – Chwile Ulotne
4. The Beatles – Yellow Submarine
5. Natalia Kukulska – Puszek Okruszek ;)
Tyle tego w głowie, że aż ciężko wybrać 5 pozycji.
Jak byłem mały też nie lubiłem muzyki raczej, może trochę różnego rodzaju gówno( nie przyznam się ;P). Potem tak w gimnazjum moja świadomość muzyczna podniosła się – zacząłem słuchać metalu. Obecnie nie pogardzę wszystkim co niekomercyjne( potrafię przesłuchać, jednak nie wszystko polubię). W praktyce słucham głównie metalu, punku( poza paroma wyjątkami – tylko polski), ewnetualnie ska, raggae. Lubię też muzykę klasyczną. Moje ulubione zespoły to Al Sirat, Vader i Rammstein. Z punku – Hurt, Farben Lehre, Defekt Muzgó
Ja późno zacząłem słuchać muzyki, pewnie dlatego teraz jest tak mocno zróżnicowana.
Jednak początki… pamiętam jakieś fajne piosenki w samochodzie dziadków jak jeździliśmy nad morze, ale nie wymienię wykonawcy. Później to już Linkin Park, Korn i Limp Bizkit (które nadal lubię od czasu do czasu słuchać ;))
Perfect wpajany przez ojca, zdecydowanie. A później to już masami, aż stało się znaczącą częścią życia. ;]
TSA – Marsz wilków.
Kto oglądał pana Kleksa ten wie ;)
U mnie wygląda to tak:
1. The Beloved – Sweet Harmony
2. Malcolm McLaren – Paris, Paris
3. Eagle Eye Cherry – Save Tonight
4. Liquido – Narcotic
5. Freedy Mercury – Love Kills