Ku końcowi
04 Maj, 2007
W pewnych momentach wydaje mi się, będąc stymulowanym przez zewnętrzne czynniki i innego rodzaju bodźce, że wszystko to, co do tej pory zostało z takim trudem przez człowieka zbudowane, tak łatwo może zostać zepsute, zniszczone. I bez stosunkowo dużego wysiłku. Tak o – pstryk! palcami i nie ma tego czegoś. Czasem – wszystkiego.
Gdy byłem mały, nie zauważałem zbyt wiele złych stron życia człowieka. Wydawało mi się, że Świat jest pozbawiony wad. Wszystko, totalnie generalizując, ma sens. Każde działanie ma skutek, niekoniecznie ten zły, negatywnie zabarwiony. Dużo, jeśli nie powiedzieć, że większość spraw z globalnej wioski była dla mnie taka bardzo odległa. Dotarcie do źródeł danego wydarzenia nie było sprawą priorytetową nawet wtedy, gdy owe w jakiś sposób odcisnęło na mnie piętno (lub inaczej to ujmując – swoją esencją wytworzyło u mnie efekt zainteresowania).
To się zmieniło z momentem, gdy zacząłem czytać –książki, gazety, później (dużo) wiadomości w Internecie. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że cierpię na chorobę, która objawia się tym, że postrzegam (i chcę postrzegać) dużo (za dużo) szczegółów.
Wracając do wstępu – nie tylko w pewnych momentach, ale już na pewno cały czas noszę w sobie myśl, że wszystko zmierza ku końcowi. Nie taką, która jest bo jest, a taką, która daje o sobie coraz częściej znać. Objawy paranoidalne? Czas na nowy początek… (cytat za pewną Panią ;-))
Nawiązali do wpisu "Ku końcowi":
1.Wpis na Jiobla Świat:
08 Maj 2007, 22:20:04
Tzar Bomba
Ostatnio mam, a nawet o tym pisałem, wrażenie, które zbyt optymistycznie nie nastawia na przyszłość mnie. Wzmocnione, spotęgowane ot zwykłym obrazkiem. Ludziom gratuluję głupoty. Wrodzonej, takiej naturalnej…
Komentarze do wpisu "Ku końcowi":
1.
Piotr Pyclik napisał(a):
04 Maj 2007, 14:37:12
W moich przemyśleniach zbyt wiele polityki, jednak refleksje mam nieco zbliżone. Nie widze przyszłości dla Europy, upadnie albo pod własnym ciężarem, ciężarem systemów socjalnych i lewicowego pojmowania wolności, albo przekształcona zostanie brutalnie w kalifat. Całe szczęście, że Europa to tylko niewielki półwysep.
2.
Jiobel napisał(a):
04 Maj 2007, 14:53:45
Mi nie chodzi tyle o politykę i o to, co będzie, gdy jakiś system upadnie. Fakt, że to wiąże się bardzo z moimi przemyśleniami, ale…
Jestem dość mocno przesiąknięty książkami Pana Danikena a jego hipotezy wydawały (wydają) mi sie bardzo słuszne. Teorie zaś prawdopodobne do wystąpienia.
Mianowicie, przechodząc do troszkę bardziej konkretnych konkretów – gdy tak patrzę na to, co dzieje się na tej całej naszej planecie, na to co robią ludzie ze środowiskiem, z sobą samym dochodzę do nie za ciekawych wniosków, konkluzji i przemyśleń.
Gdzieś w Internecie czytałem nibyprzepowiednie nibykosmitów. Wiesz, brednie bo brednie. Ale do cholerki, jak bardzo tezy tam głoszone na temat ludzi były mi bliskie i zgadzały się z moim sposobem (?) myślenia.
Tu chodzi o moje wewnętrzne odczucia, przeczucia… O to, że każdego dnia budząc się rano mam dziwne wrażenie, że ten dzień może być ostatni. A prawdopodobieństwo z każdą chwilą się zwiększa. Prawdopodobieństwo wiesz czego…
3.
Piotr Pyclik napisał(a):
04 Maj 2007, 15:04:00
Prawdopodobieństwo wojny totalnej? Końca cywilizacji, całkowitego jej zniszczenia? W tej kwestii jestem nieco skrzywiony, sporo nagrałem się w Fallouta, tematyka post-apokaliptyczna w sztuce jest moją ulubioną. Uważam, że wbrew pozorom byłoby to znaczną szansą dla ludzkości, rodzajem nowego początku. Jestem pewien, że garstka by przeżyła, ogromne nadzieje wiążę tu z rozwojem lotów kosmicznych. Szczerze nienawidzę Europy, jej wojen i chorych koncepcji politycznych, z jednoczesnym przekonaniem o byciu najważniejszym regionem świata – absolutny upadek dobrze by jej zrobił, a na pewno reszcie świata.
Dodaj komentarz: