Ku końcowi

W pewnych momentach wydaje mi się, będąc stymulowanym przez zewnętrzne czynniki i innego rodzaju bodźce, że wszystko to, co do tej pory zostało z takim trudem przez człowieka zbudowane, tak łatwo może zostać zepsute, zniszczone. I bez stosunkowo dużego wysiłku. Tak o – pstryk! palcami i nie ma tego czegoś. Czasem – wszystkiego.

Gdy byłem mały, nie zauważałem zbyt wiele złych stron życia człowieka. Wydawało mi się, że Świat jest pozbawiony wad. Wszystko, totalnie generalizując, ma sens. Każde działanie ma skutek, niekoniecznie ten zły, negatywnie zabarwiony. Dużo, jeśli nie powiedzieć, że większość spraw z globalnej wioski była dla mnie taka bardzo odległa. Dotarcie do źródeł danego wydarzenia nie było sprawą priorytetową nawet wtedy, gdy owe w jakiś sposób odcisnęło na mnie piętno (lub inaczej to ujmując – swoją esencją wytworzyło u mnie efekt zainteresowania).

To się zmieniło z momentem, gdy zacząłem czytać –książki, gazety, później (dużo) wiadomości w Internecie. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że cierpię na chorobę, która objawia się tym, że postrzegam (i chcę postrzegać) dużo (za dużo) szczegółów.

Wracając do wstępu – nie tylko w pewnych momentach, ale już na pewno cały czas noszę w sobie myśl, że wszystko zmierza ku końcowi. Nie taką, która jest bo jest, a taką, która daje o sobie coraz częściej znać. Objawy paranoidalne? Czas na nowy początek… (cytat za pewną Panią ;-))