Re: Blogowanie

Najgorszy moment

Zaczynając pisać ten artykuł myślałem, że wszystko będzie inaczej. Że początek mojego myślenia będzie zawarty na początku, a koniec na końcu. Zgodnie z przyjętymi normami i zaleceniami. Konkretnie? Nie mam pojęcia. Coś mi mówiło, że tak należy zrobić. Więc czemu jest inaczej? Przede wszystkim dlatego, że jest łatwiej zacząć od końca. Zacząć od tego, czym wszystko się kończy.

Jeszcze nie tak dawno (a może to superwielka odległość czasu, jak na Internet?) pisałem o tym, że znajduję się w e-dołku. Takim wirtualnym zagłębieniu, z którego trudno się wygramolić, cokolwiek zrobić. Zrobić coś, co zmieni wszystko, obróci o 180̊bieg wydarzeń. Sprawi, że wszystko to, co do tej pory wydawało się być bardzo mało ważne będzie bardziej zwracało na siebie uwagę. Że będzie czymś.

img

O czym konkretnie piszę? O tym, że nie warto liczyć na to, że zostanie się docenionym. Tym bardziej przez ludzi zupełnie obcych. Miało być zupełnie inaczej. Wykupiona domena jiobel.com z przeznaczeniem na folio, zrobione subdomeny blog.jiobel.com i priv.jiobel.com na blogi. Wydane pieniądze, stracony czas. I na co to wszystko? Zupełnie tego nie rozumiem…

Miałem pisać o tym, co mnie interesuje. Konkretnie, z przykładami. Ciekawie? I owszem – piszę. Ale dlaczego każdy mój tekst ląduje w koszu? Dlaczego wydaje mi się niewartym zapostowania?

Zwątpienie?

Przychodzi taki moment w życiu człowieka, że zaczyna się wątpić w siebie. Bardzo mocno i tak konkretnie. Że nic się nie umie, że nie warto robić tego, czy tamtego. Wyprodukowane wtedy rzeczy nie są jakieś specjalnie fajne. Wszystko jest płaskie, szare i do tego bez polotu. Pomysłów? Brak. I nadziei na zdobycie owych również.

Im więcej chęci, tym mniejsze efekty

Nie chcę pisać o pierdołach. O rzeczach mało ważnych. O rzeczach, o których trzeba pisać, żeby mieć czytelników. Bla, bla, bla… Chcę robić to, co mnie interesuje, co pasjonuje. Co sprawia, że robi się daną rzecz bardzo chętnie. Z wielką radością. Pojawia się jednak pytanie – dlaczego przychodzi mi to tak trudno? Dlaczego tak mocno chcę zrobić coś doskonale, że wynik końcowy jest podobny do funkcji null? Pojawia się myśl, że im większe mam chęci do zrobienia czegoś tym mniejszy efekt. Bo sytuacja wtedy przedstawia się tak, że zaczynam coś tworzyć, jestem na etapie wykończenia danej produkcji i wtedy… rezygnuję. Albo mi się nie podoba jakiś szczegół, albo odchodzą chęci. Być może ważnym czynnikiem, który to wszystko warunkuje i powoduje są studia. Cholerny zawód, niechęć, prawie obrzydzenie. Mniejsza z tym.

Refleksje

Blogowanie to naprawdę bardzo fajna (swoją drogą słowo fajnie zastępuję [lepiej chyba będzie pasować eliminuje] w języku polskim około 16 innych wyrażeń – wniosek: należy się go wystrzegać) sprawa. Takie pisanie dla siebie, ale nie do końca. Bo tak naprawdę robimy to, żeby ktoś nas czytał. Nie ma co temu zaprzeczać i stwarzać iluzji auto-spełnienia. Ale, żebyśmy mieli czytelników, trzeba pisać jakoś. W tym momencie pojawia się w mojej głowie myśl „ale czy ja rzeczywiście piszę przyjemnie, składnie i ładnie?”, która bardzo, ale to bardzo mocno sprawia, że zaczynam wątpić. W siebie. A to jest chyba najgorsze…

Notka ta nie ma i nie będzie mieć zakończenia. Na początku pisałem, że jej koniec będzie odzwierciedleniem początku mojego destrukcyjnego myślenia. A wyraźnego takowego brak.

Dlaczego nie dostałeś informacji na bota, że dodałem wpis? Bo usunąłem wszystkich śledzących. Poniekąd, żeby zweryfikować ich rzeczywistą ilość. Tak więc jednocześnie przepraszam i zapraszam.