Umarł 7600, niech żyje 8600!

To, co zdawało się być rzeczą najbardziej oczywistą i było dość długo odsuwane na bok, okazało się być prawdą. Jakiś czas temu pisałem bowiem o karcie graficznej, przez którą komputer mój dostawał rozstroju. A przez to i ja.

A było to tak…

Po tygodniu spokoju, a wcześniej kilku przeprowadzonych procesach stabilizacji sytuacji zakończonych względnym sukcesem, komputer powrócił, jak na tamten czas, do stanu pierwotnego, czyli cyklicznych resetów. Doszedłem do wniosku, że okres wybrał to sobie znakomity na psucie się – sesja za pasem, kilka rozpoczętych projektów i ja, kompletnie nieprzygotowany psychicznie na bycie bez mojego potwora (patrz: hedorah). Kolejnym, w kolejności, był wniosek o potrzebie kupna nowej karty graficznej. Z tego względu, że funduszy jest zawsze zbyt mało, tym bardziej na nieprzewidziane wydatki, postanowiłem kupić używaną kartę na allegro z przedziału cenowego [0, 150] ∪ {-1}, gdzie -1 oznaczało, że ktoś chce się pozbyć czegoś i mi jeszcze za to coś zapłaci. Oczywiście, jak spodziewać się należało, do tej sytuacji nigdy nie doszło, a kartę kupiłem z cenę z górnego pułapu przedziału przeze mnie postawionego.

Karta ta to Geforce 8600GT SilentFX od Gainwarda. Najbardziej jestem zadowolony z tego, że wreszcie wszystko działa, jak trzeba. Na testy, czy wrażenia należy poczekać jeszcze trochę. Póki co, nie mam czasu na zagłębianie się w temat.

Z komputerowych wydatków to jeszcze nie koniec. Dziś zamówiłem dysk. Odgłosy wydawane przez ten, w którego posiadaniu jestem, niepokoją mnie do tego stopnia, że nie czekałem (jak mam w zwyczaju) kilku tygodni na dojrzenie sytuacji. Wiatraczki, to drugi wydatek – dwa konkretnie. Jeden przeznaczony do wymiany wiatraczka w zasilaczu, który hałasował ostatnimi czasy niemiłosiernie a drugi na obudowę, żeby bebechy mogły się wietrzyć. Wiatraczki jednak poczekają. Z hałasem i wiatraczkiem generalnie poradziłem sobie dość dobrze – znalazłem w Internecie specyfikację, poczytałem, przekonałem się, że łożysko ma coś wspólnego z olejem, więc komputer rozebrałem, dostałem się do wiatraczka i w odpowiednie miejsce zaaplikowałem olej do części mechanicznych wysokiej precyzji. Hałasu nie ma, na razie.

I kolejnych kilka lat z głowy, mam nadzieję. Bo żadnych większych zmian nie przewiduję – po co zmieniać coś, skoro wystarcza i działa tak, jak producent przykazał? ;-)